Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie, oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska». Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: «Gorliwość o dom Twój pożera Mnie». W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: «Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?». Jezus dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo». Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?». On zaś mówił o świątyni swego Ciała. Gdy zatem zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.

 

Bóg, nasz Stwórca, powołał nas do życia w konkretnym miejscu i czasie. W miarę naszego dorastania i rozwoju to moje miejsce i mój czas zaczęło wypełniać coraz więcej spraw związanych z moim zaangażowaniem w otaczającą mnie rzeczywistość. Ten mój czas i moje miejsce w tym świecie wypełniał rozwój moich talentów, realizowanie kolejnych celów i zadań, coraz liczniejsze relacje z innymi ludźmi oraz wiele innych spraw – ważnych i dobrych. I zdajemy sobie sprawę z tego, że od tego nie uciekniemy. Jest to pewnego rodzaju konieczność, jak koniecznością było zapewnienie licznym pielgrzymom tego, czego potrzebowali po przybyciu do Jerozolimy na święto Paschy, aby godnie i zgodnie z prawem uczcić Boga. 

Ale nie możemy zapomnieć o innej konieczności – o właściwej hierarchii, o właściwych proporcjach w tym zaangażowaniu w doczesność, a nade wszystko o relacji do Boga Stwórcy, który dał nam ten czas i miejsce na wzrastanie w świętości. Musimy dbać o to, aby to wszystko, co tak ważne, a nawet konieczne do realizowania życiowych celów, nie zajęło miejsca, które ma być tylko dla Niego. To wyjątkowe miejsce i zawsze wyjątkowy czas tylko dla Niego. To sanktuarium mego sumienia i serca, w którym miejsce najświętsze będzie tylko dla Boga. Wszystko inne pozostanie przed progiem. Wrócę do tego, co ważne i dobre, ale uświęcony i umocniony spotkaniem z uświęcającym Bogiem. Wrócę umocniony Jego łaską i prowadzony przez Ducha Świętego.

Jak wygląda sanktuarium mego serca? Czy Bóg zajmuje w nim miejsce najświętsze, najważniejsze, czy też zamieniłem je w targowisko?