Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

 

Jan wykonuje swoje powołanie z niezwykłym szacunkiem dla Jezusa. Odpowiada na pytania raczej z dystansem niż próbą wywyższenia swoich idei. Po prostu czyni to, co zostało mu zadane. Przy tym spodziewa się nadejścia Jezusa. Czy my nie powinniśmy z takiej perspektywy patrzeć na naszą codzienność? Na każdą wykonywaną czynność?