Izraelici wyruszyli z Ramses do Sukkot w liczbie około sześciuset tysięcy mężów pieszych, nie licząc dzieci. Także wielkie mnóstwo cudzoziemców wyruszyło z nimi, nadto drobne i większe bydło, i olbrzymi dobytek. Z ciasta, które wynieśli z Egiptu, wypiekli przaśne placki, ponieważ się nie zakwasiło. Wypędzeni z Egiptu, nie mogąc się zatrzymać, nie zdołali przygotować nawet zapasów na drogę. A pobyt Izraelitów w Egipcie trwał czterysta trzydzieści lat. I oto tego samego dnia, po upływie czterystu trzydziestu lat, wyszły wszystkie zastępy Pana z ziemi egipskiej. Tej nocy czuwał Pan nad wyjściem synów Izraela z ziemi egipskiej. Dlatego noc ta winna być czuwaniem na cześć Pana dla wszystkich Izraelitów po wszystkie pokolenia.

 

„Zbierajcie się i natychmiast wynoście spośród mojego ludu: wy i synowie Izraela (…) Ale mnie pobłogosławcie” (Wj 12,31a.32b).

Na pozór wydaje się to nielogiczne – wyrzucani i popędzani przez tych, którzy czuli do nich odrazę i dręczyli ich do tego stopnia, że bezradność wznosiła się ku niebu bolesnym krzykiem, mają mimo wszystko zostawić błogosławieństwo; przynaglani do ucieczki przerażeniem Egipcjan są równocześnie namacalnym znakiem troski Boga, który jest Panem życia i śmierci.

Można się zastanawiać nad liczbą ocalonych i wydawać ocenę moralną złupienia kraju niewoli (trudno się w końcu dziwić, że Egipcjanie w obliczu śmierci nie myśleli o zwrocie pożyczonego wcześniej złota, srebra czy szat – por. w. 35-36), ale mnie zmuszają dziś do zatrzymania wersety, które są klamrą dla pierwszego czytania, choć pierwszego z nich nie usłyszę w trakcie liturgii. Mam na myśli prośbę faraona, który w przerażeniu odkrywa, że „Bóg drwić z siebie nie pozwoli” (Ga 6,8), a życie w cieniu śmierci, szczególnie niewinnych, owocuje śmiercią, i jednocześnie w całej swojej bezradności prosi o błogosławieństwo tych, których prześladował… Wołanie o miłosierdzie i szansa na to, żeby je dać? Nie wiem, jak zareagowali Mojżesz i Aaron, ale wiem, że ofiarowana wolność domaga się przebaczenia ciemiężycielom. Dlatego znów dziękuję Bogu za wspólnotę Kościoła, w którym rodzę się nieustannie przez spowiedź.

Skoro zatem „ta noc była czuwaniem przy Panu i tak ma być przez wszystkie pokolenia” (w. 42), to modlę się również dziś, by nigdy nie zapomnieć, że „ominięcie śmierci” (hebr. pesah) jest podarowane dzięki Krwi Baranka i każde „Amen” przed przyjęciem Eucharystii jest zgodą na życie dla tego, który jest ŻYCIEM! (por. J 14,6)