Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: «Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman». Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.

 

Próbuję nie mieć żalu o to, że posłałeś Eliasza tylko do wdowy w Sarepcie Sydońskiej...

I staram się nie zazdrościć Naamanowi, którego oczyściłeś za czasów Elizeusza...

Nie zawsze rozumiem, ale cierpliwie uczę się, że nie mogę Cię mieć na własność, tylko dla siebie, na zawsze...

Tylko proszę: nie zapomnij o mnie... i wróć jeszcze kiedyś tutaj – do swojego rodzinnego Nazaretu...