Dziękuję Bogu, któremu służę jak moi przodkowie z czystym sumieniem, gdy nieustannie cię wspominam w moich modlitwach w nocy i we dnie. Pragnę cię zobaczyć – pomny na twoje łzy – by napełniła mnie radość na wspomnienie bezobłudnej wiary, jaka jest w tobie; ona to zamieszkała najpierw w twej babce, Lois, i w twej matce, Eunice, a pewien jestem, że [mieszka] i w tobie. Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie od nałożenia moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą!

 

Ostatnio trochę "przysiadłem". Pewnie dzieje się to z różnych względów. Coraz częściej jednak zauważam, że nie zauważam jak żyję. Może głupio to brzmi, ale to jest prawda i myślę, że o wielu osobach. Trudno mi spojrzeć z dystansu na siebie, ale jeszcze trudniej ocenić siebie.

Dlatego podoba mi się to, co mówi św. Paweł. Dla Tymoteusza staje się tym, który motywuje go do działania. Rozpal na nowo swój charyzmat. "Przysiadłeś", a więc ożyw się, weź udział w trudach, weź udział w przeciwnościach. Sprawdź swoje działanie, prześledź swoje zadania i zastosuj odpowiednie środki.

Dziękuję św. Pawłowi za te słowa, ale wiem też, że potrzebuję prawdziwych przyjaciół, dobrych kierowników duchowych, którzy będą przypominać mi, abym nie ustawał.

Wstań i idź.