Jezus powiedział do swoich uczniów: «Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski».

 

Zdecydowana większość chodzących po świecie uczniów Chrystusa nie ma wątpliwości, że choć Ewangelia jest Dobrą Nowiną, to równocześnie jest wymagającą nowiną. Jest nowiną wzywającą ludzi na wyżyny dobroci, pokoju, sprawiedliwości i pojednania. Bez wątpienia jednak ten dzisiejszy fragment można zaliczyć do tych najdobitniejszych i najtrudniejszych zarazem.

Tak łatwo przecież się obrażamy, tak łatwo przecież się kłócimy, tak łatwo przecież nawet krzywdzimy naszych bliskich lub przyjaciół. A cóż dopiero powiedzieć o obcych dla nas ludziach, ludziach źle do nas nastawionych, z którymi jesteśmy w konflikcie?.....

"Miłujcie waszych nieprzyjaciół" – powiedział Jezus. Jezus też pokazał, że jest to możliwe. Wierzymy więc, że tak jest. Ale padamy też na kolana, świadomi własnej słabości wobec pokusy gniewu i odwetu. Padamy na kolana, wołając: Jezu! Pomóż łaską swoją...