W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: „Ojcze Święty, nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w Nas, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich”.

 

Bóg wskazuje nam, jak bardzo miłuje jedność w sobie samym, mówiąc, że trzy oddzielne Osoby Boskie tworzą jedno Bóstwo.

A jak ją ceni między ludźmi, o tym mówi nam ustami swojego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa. Kiedy On w ów pamiętny wieczór żegnał się ze swoimi uczniami i przygotowywał się do polania swoich rąk ofiarnych własną krwią, w taki sposób prosił za nami: „Ojcze, aby byli jedno, jak my jesteśmy jedno”. A ponieważ nie chodziło Mu tylko o tych, których miał przed oczyma, modlił się tak: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno”.

Dlatego Kościół wiedziony Jego Duchem od samego swojego początku nie przestaje pracować i cierpieć za jedność w świecie. Dla niej misjonarze tracą swoją ojczyznę i życie, dla niej kapłani wyrzekają się ciepła życia rodzinnego i z jej powodu liczni członkowie Kościoła decydują się na samotność... Całe ich życie, wszystkie ich prace i wysiłki są jakby jednym wielkim powtarzaniem słów Pana: „Aby wszyscy byli jedno!”. Prawdziwego ucznia Chrystusa boli każdy spór, każda nienawiść, każdy zatarg między ludźmi, zwłaszcza ten, którego on sam jest przyczyną.

Kiedy sumienie wyrzuca nam taki grzech, uciszamy je, powołując się na najrozmaitsze racje: My nie możemy być jedno... Jesteśmy przecież zwolennikami dwóch bloków o przeciwnych poglądach... Należymy do dwóch narodów, żyjemy w zastarzałym sporze historycznym. Jakże możemy być zgodni, kiedy granica, która dla mnie jest wschodnia, dla niego jest zachodnia... Jestem katolikiem..., a on nie jest... O czym możemy ze sobą rozmawiać? On mnie obraził, ja jemu darowałem, ale odtąd nie rozmawiamy ze sobą, aby nie popaść w nową kłótnię.

Czy to ma być owa jedność, o którą przez łzy pożegnania prosił Jezus Chrystus swojego Ojca? Jeśli tak przekręcamy Jego słowa i tak wypełniamy Jego testament, bójmy się Jego sądu!