Jezus opowiedział uczniom przypowieść: "Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego. Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało. Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta".

 

Nie można być ślepym. Nie potrafimy wtedy nikomu wskazać drogi. Nie potrafimy być przewodnikami, świadkami. Wskazuje tylko ten, kto widzi. Ślepy to ten, któremu belka przesłania widok. Pomyśl, jaką belkę trzeba usunąć, aby zobaczyć, aby przejrzeć!

Jakże ławo zobaczyć drzazgę, drobiazg. Jakże łatwo z tego uczynić problem, a zarazem prawdziwe zło ukryć, zatuszować itd. Wyrzuć więc to, co większe, co bardziej przesłania, aby potem z czystym sumieniem domagać się odrzucenia tego co mniejsze. Najpierw belka a potem drzazga.