Jezus powiedział do swoich Apostołów: „Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony".

 

Może trochę zaskakiwać tekst Ewangelii, jaki proponuje Kościół w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Jeszcze wczoraj radość z narodzenia Jezusa, a dzisiaj prześladowanie, męczeństwo i śmierć. Jezus nie pozostawia nam złudzeń. Jeśli ktoś chce naprawdę głosić Dobrą Nowinę, ten musi się liczyć z trudem i prześladowaniem. Przykładem tego jest św. Szczepan, którego męczeństwo wspominamy dzisiaj. On jako pierwszy oddał życie za prawdę. 

Bóg się rodzi, przychodzi na świat, by całkowicie zmienić myślenie człowieka. Teraz najważniejsza będzie miłość, taka aż do bólu, do krwi. Miłość, która nie widzi siebie, ale drugiego człowieka i Boga. To może dla wielu być trudne, nie do przyjęcia. Aż tak bardzo, że będą walczyć z nią za wszelką cenę, również za cenę życia jej wyznawców. I dzisiaj bardzo mocno widać walkę. Wielki krzyk, ataki i prześladowania tych, którzy są po stronie prawdy, miłości i życia. „Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony". Warto. Wytrwajmy.