Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: „Według wiary waszej niech się wam stanie”. I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: „Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie”. Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.

 

Wytrwałe wołanie tych dwóch ludzi, ich wiara i ufność w to, że Jezus może ich uzdrowić przywróciły im wzrok, a co za tym idzie i życie. Oni szli za Nim i błagali o litość... możemy sobie wyobrazić pełen litości obraz; krzyk dwojga ludzi, którzy nie widząc, próbują stawiać kroki i iść za Jezusem, a może nawet biec, lękając się by Ten nie odszedł, nie ominął ich, lękając się by nie utracić tej może jedynej szansy, szansy bycia dotkniętym przez Jezusa z Nazaretu, szansy bycia uzdrowionym, szansy odzyskania wzroku tego fizycznego jak i tego duchowego. Jak wielką nadzieją byli rozpaleni i jak wielki ogień wiary musiał płonąć w sercach tych dwojga... Szli za Nim do końca, aż do momentu, kiedy On sam zwrócił się w ich stronę i rozpoczął dialog. A zapytał ich w prostocie: wierzycie, że mogę to uczynić? 

Jezus pragnie, abyśmy wytrwale szli za Nim wołając o litość, abyśmy szli z wiarą i nigdy nie wątpili, bo dla Jezusa wszystko jest możliwe. Potrzeba nam jednak najpierw uznać naszą ślepotę spowodowaną grzechem, pychą, zatwardziałością serca. Potrzeba uznania naszej ułomności i słabości, i to, że sami z siebie nie możemy nic uczynić, że potrzebujemy Jezusa, potrzebujemy Zbawiciela, potrzebujemy Jego łaski, Jego Słowa, Jego spojrzenia, Jego dotyku, potrzebujemy, aby położył na nas ręce, potrzebujemy usłyszeć te Słowa: „Według wiary waszej niech wam się stanie.” 

Duchu Święty przyjdź i przymnóż nam wiary. Niech płonie w nas jak ogień i niech nigdy nie zagaśnie. Naucz nas modlić się z wytrwałością. Przyjdź i uzdrów nas z naszej ślepoty, byśmy prawdziwie zobaczyli i uznali, że Jezus jest Panem i Zbawicielem! Przyjdź Panie Jezu! Maranatha!