O ile noc upłynęła w Kijowie względnie spokojnie, o tyle od samego praktycznie rana wyją syreny i słychać wybuchy. Raz bliżej, raz dalej nas. Pomimo pewnego przyzwyczajenia do tej sytuacji takie dźwięki nie należą do przyjemnych, zwłaszcza że wszyscy widzimy, co wojska rosyjskie robią w wielu miastach Ukrainy. O ile my możemy jeszcze w miarę normalnie w tej nienormalnej rzeczywistości funkcjonować, o tyle mnóstwo ludzi siedzi w tym momencie w schronach i piwnicach, zaczyna brakować im jedzenia, robi się zimno. Słyszałem od przyjaciół, że dostawali telefony od ludzi, którzy chcieli się pożegnać, powiedzieć coś ważnego, na wszelki wypadek, gdyby…

W Fastowie sytuacja też robi się niebezpieczna. Bracia są ostrzegani, że mogą tamtędy pójść na Kijów wojska rosyjskie, gdyż na kilku innych odcinkach zostały skutecznie zatrzymane i zniszczone. Oby do tego nie doszło! Na szczęście udało się o. Miszy zorganizować już kilka transportów i ewakuować blisko 200 osób. A może nawet więcej. Część z nich jest już bezpieczna w Polsce. Wciąż jednak sporo ludzi zostało w Fastowie, nie wspominając o naszych ojcach i siostrach dominikankach. Jesteśmy tam potrzebni, zwłaszcza teraz, więc nie wyobrażamy sobie, że można by tak po prostu spakować rzeczy i wyjechać.

Oprócz dachu nad głową staramy się w Kijowie i Fastowie zdobywać jedzenie i dzielić się nim z potrzebującymi. Dziękujemy za pieniądze, które nam dajecie. Jest za co robić zakupy. Przed chwilą wróciłem z piekarni z jednym z naszych chłopaków, którzy schronili się w klasztorze. Znów udało się kupić 250 bochenków świeżutkiego chleba. Jazda z takim towarem to prawdziwa przyjemność. W czasie wojny chleb, taki prosty, zwyczajny, bez żadnych dodatków pachnie cudownie! Trochę zostanie u nas, a większość trafi przez wolontariuszy do potrzebujących mieszkańców Kijowa. Także Dom św. Marcina wypieka codziennie kilkaset bochenków. Potrzeby są ogromne. Wielu osobom na wioskach w pobliżu Fastowa zaczyna brakować jedzenia. W trudnej sytuacji jest szpital psychiatryczny w Gliwasze. To miejscowość w kierunku Kijowa. Mają tam blisko 300 pacjentów. Niestety nie jest łatwo tam teraz dotrzeć, ale chłopaki z Fastowa będą szukać sposobów, by nie zostali bez jedzenia. Zwłaszcza że kilka transportów z żywnością dotarło do Fastowa, więc jest czym się podzielić. Misza opowiadał, że szuka sposobu, jak sprowadzić mamę z dziećmi z innej wioski. Na skutek bombardowań nie poradziła sobie ze stresem, jest bezsilna, nie wie, gdzie iść i co zrobić. Trzeba koniecznie do nich dotrzeć.

Udało się dziś rano wyjechać z Charkowa naszemu Nikicie wraz z rodzicami. Nie wiem, dokąd ostatecznie dojechali, bo w samochodzie mieli niewiele paliwa. Mam nadzieję, że znaleźli jakąś czynną stację benzynową. Ważne, że opuścili niszczony bezwzględnie Charków. Dalej sobie na pewno poradzą.

Nasz dom w Chmielnickim stał się miejscem schronienia dla grupy osób związanych z dominikanami. Dobrze, że mamy ich gdzie przyjąć, a bracia Jakub i Włodzimierz z pewnością bardzo serdecznie ich ugoszczą.

Wczoraj urodziny obchodził o. Tomasz Samulnik oraz jeden z księży diecezjalnych, który mieszka w naszym kijowskim klasztorze. Udało się nam siąść wieczorem całą wspólnotą i choć trochę poświętować. Tomek żartował, że wyjątkowo hucznie obchodzi swoje 41 urodziny. Na szczęście za oknami było cicho.

Dzisiejszy list będzie trochę krótszy, bo muszę siadać w samochód i zawieźć trochę rzeczy do centrum wolontariatu. Drodzy, ponieważ sytuacja u nas wydaje się robić nieco trudniejsza, postanowiłem pisać do Was trochę rzadziej. Raz na dwa lub trzy dni. Spraw mamy dużo i ciężko jest się ze wszystkim wyrobić. Bądźcie spokojni, moje milczenie nie oznacza od razu, że coś złego się stało. Musimy po prostu mądrze wykorzystywać czas i siły, by służyć tam, gdzie jesteśmy potrzebni.

Dziś piątek Wielkiego Postu. Wielu z nas wzięło lub weźmie udział w nabożeństwie drogi krzyżowej. Proszę o modlitwę za tych, którzy teraz na Ukrainie dotykają krzyża. Realnie. Za tych, którzy jak Maryja opłakują swoje dzieci, rodziców, braci, przyjaciół. Bardzo często niewiele możemy dla nich zrobić, doświadczamy pustki i bezsilności, ale zawsze możemy w modlitwie, razem z nimi stać pod krzyżem, wpatrując się w Tego, który za nas oddał swoje życie. Na Ukrainie rozpocznie się w najbliższą niedzielę Rok Krzyża Świętego. Kiedy biskupi rzymskokatoliccy decydowali o tym, że właśnie w tym okresie będziemy kontemplowali tajemnicę krzyża, nikt nie podejrzewał, że to będzie czas wojny. Jakże to była prorocza decyzja.

„Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony. Na wieczne czasy bądźże pozdrowiony. Z Ciebie moc płynie i męstwo. W Tobie jest nasze zwycięstwo”.

Z pozdrowieniami i prośbą o modlitwę,
Jarosław Krawiec OP, Kijów, 4 marca 2022, godz. 16:30

***
O. Jarosław Krawiec OP jest przełożonym dominikańskiego klasztoru w Kijowie. To, co pisze, jest przede wszystkim skierowane do braci i sióstr dominikanek oraz dominikańskiego środowiska, więc nie zawsze i nie wszystko może być czytelne. W swoich relacjach stara się odnosić do miejsc związanych z dominikanami, gdzie są ich klasztory, a więc Kijów, Fastów, Charków, Chmielnicki, Czortków i Lwów. Dzieli się tym, co widzi swoimi oczami i słyszy swoimi uszami lub oczami i uszami swoich braci, sióstr czy ludzi, którzy są w Ukrainie. 

Wiele osób pyta o. Krawca, jak można pomóc. W tym momencie pomoc rzeczowa z perspektywy Kijowa jest niemożliwa – nie są w stanie w żaden sposób jej dowieźć czy ją koordynować. W Kijowie toczą się walki i wokół też. Można wpłacić ofiarę na konta – pieniądze już się przydają, bo można coś kupić, płacąc kartą, a będą bardzo potrzebne, jak sytuacja się trochę uspokoi.

POLSKA PROWINCJA ZAKONU KAZNODZIEJSKIEGO O.O DOMINIKANÓW
PL03 1600 1374 1849 2174 0000 0033 PLN
PL52 1600 1374 1849 2174 0000 0024 EUR
PL73 1600 1374 1849 2174 0000 0034 USD
SWIFT CODE BANKU: PPABPLPK
Z dopiskiem: Wojna na Ukrainie