To już 13. dzień wojny. Wiem, że niektórzy nie lubią tej cyfry. Zatem zacznę od innej. 8 marca – Dzień Kobiet. Na Ukrainie ten dzień jest wolny od pracy. Niektórzy jeszcze przed wojną snuli plany na kilka wolnych dni. 7 marca też miał być w tym roku wolny od pracy. Zatem szykowały się cztery – jak mówią dzieci – fajowe dni. Stało się inaczej. 

Trwają walki i bombardowania. Ludzki exodus trwa. Idą gdzieś na zachód. 

Spotkałem starszą panią z kotem. Uciekła wraz z mężem spod walczącego Kijowa. Siedziała nieruchomo w sali dla uchodźców. Niewiele miała do powiedzenia. Ja też za wiele nie pytałem. Spotkaliśmy się spojrzeniami. To wystarczyło. 

Prorok Izajasz mówi o słowie Pana, które najpierw wychodzi z ust Bożych, a następnie spełnia swoje posłannictwo wśród ludzi  i dopiero wówczas powraca na wyżyny nieba (Iz 55, 10-11). 

Każdego dnia spotykam we Lwowie cudownych ludzi, którzy czynią dobro. Służą swoją pomocą uchodźcom. Pomimo że sami się boją, bo przecież nie są w kurorcie, ale w mieście, które znajduje się w kraju dotkniętym wojną, służą bliźnim, wypowiadając przy tym słowa pociechy i troski. To przez nich Bóg przemawia. Ich słowa stają się słowami Pana. Przecież Izajasz zapewnia, że słowa te nie mogą pozostać bezowocne. Słowo, które płynie od Boga, zawsze przynosi owoc. 

Ktoś z was może kiedyś – w Polsce albo gdzieś na świecie – spotka tych, których myśmy spotkali przez chwilę we Lwowie. Proszę, niech porozmawia także z tą starszą Panią z kotem i powie jej więcej, niż ja mogłem jej powiedzieć. 

***
ks. Mariusz Krawiec, paulista. Urodził się we Wrocławiu. Od 7 lat pracuje we Lwowie.

foto ks. Mariusz Krawiec SSP