Gdy wysłannicy Jana odeszli, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: «Co wyszliście zobaczyć na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale co wyszliście zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w pałacach królewskich przebywają ci, którzy noszą okazałe stroje i żyją w zbytkach. Ale co wyszliście zobaczyć? Proroka? Tak, mówię wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: „Oto posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby przygotował Ci drogę”. Powiadam wam bowiem: Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana. Lecz najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on». I cały lud, który Go słuchał, a nawet celnicy przyznawali słuszność Bogu, przyjmując chrzest Janowy. Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży względem siebie, nie przyjmując chrztu od niego.

 

„Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży względem siebie, nie przyjmując chrztu od niego” – to ostatnie zdanie z dzisiejszej Ewangelii można chyba uznać za jedno z najtragiczniejszych i najbardziej zatrważających w całym Nowym Testamencie. Człowiek w swojej wolności może udaremnić zamiar Boży względem siebie (w greckim oryginale użyte jest stwierdzenie: „odrzucić, stwierdzić nieważność postanowienia Bożego”).

A jaki jest ten zamiar Boży względem każdego człowieka? Bardzo wyraźnie określił go sam Jezus, który podczas ostatniej wieczerzy modlił się do Ojca tymi słowami: „Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17, 1–3). Wolą Bożą względem nas jest nasze zbawienie. Ono już jest nam dane – przyszło do nas w osobie Jezusa Chrystusa, ale pozostanie w nas bezużyteczne, bezowocne, wręcz martwe, jeśli go nie rozpoznamy jako dar i go nie przyjmiemy. Właśnie tego uczą Jan Chrzciciel i Maryja – dwie osoby tak żywo obecne w liturgicznym okresie Adwentu. Jan Chrzciciel rozpoznał w ludzkim ciele Zbawiciela, Jezusa Chrystusa i wskazał na Niego ludowi, Maryja zaś przyjęła wcielone Słowo. Oboje są ikonami, prototypami każdego chrześcijanina, który przez rozpoznanie i przyjęcie Chrystusa jest większy w królestwie niebieskim od Jana Chrzciciela. Zarówno Jan, jak i Maryja stali się pierwszymi uczniami Chrystusa i odbili w sobie Jego podobieństwo. Jan przecież w swojej śmierci zapowiedział i objawił sposób śmierci Zbawiciela, Maryja zaś stała się obrazem i realizacją tego, czego Bóg chce dokonać w każdym z nas: „abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem z miłości” (Ef 1, 4). Faryzeusze i uczeni w Piśmie, nie przyjmując chrztu Jana, który był chrztem pokuty przygotowującym ludzi do Jezusowego chrztu z wody i z Ducha, udaremnili ten niewyobrażalnie piękny zamiar Boży względem człowieka. Domaga się on jedynie przyjęcia, ale może właśnie jego darmowość najbardziej nas na niego zamyka i blokuje, bo wtedy nie mamy nic, co byśmy mogli zawdzięczyć sobie… Może właśnie przyszedł czas, aby przestać zajmować się sobą, a skupić się na Chrystusie, który przychodzi, aby bezinteresownie, za darmo obdarzyć nas swoją szaloną miłością i zbawieniem…