Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli”.

 

Jest coś fascynującego w obserwowaniu ludzi zanurzonych w modlitwie… Zwłaszcza gdy sami mamy swojej modlitwie wiele do zarzucenia, bo wzrok błądzi, a myśli uciekają. Tym bardziej wtedy na widok człowieka rozmodlonego rodzi się w sercu pragnienie, aby i mnie Pan udzielił takiego pokoju, takiego skupienia, takiej wolności.

Jak niezwykłe musiało więc być dla apostołów obserwowanie modlącego się Jezusa! Jezusa, który pochłonięty modlitwą wysławia Ojca. Adwent jest oczekiwaniem na Jego przyjście. Módlmy się więc o to, aby przyszedł do naszej modlitwy – z darem radości, skupienia i uwielbienia.