Jezus powiedział do Nikodema: «Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu».

 

Przyjście Syna Bożego na świat było ewidentnym znakiem tego, że Bogu zależy na zbawieniu człowieka, nawet jeśli ten oddalił się od Niego poprzez swoje grzeszne nieposłuszeństwo. Ile razy w naszym życiu wpadamy w niewolę grzechu. Czasem są to grzechy jakby przypadkowe, wynikające z jednorazowego ulegnięcia pokusie. Są też grzechy, które powtarzają się wielokrotnie i wynikają z naszych nałogów, cech charakteru, różnych skomplikowanych sytuacji życiowych. 

Syn Boży jest światłością. A światłość ma tę cechę, że rozprasza ciemności. Jeśli przebywamy w ciemnym pomieszczeniu i nie chcemy rozświetlić go światłem, to nie dziwmy się, że łatwo możemy uderzyć się o wystającą krawędź stołu. Po co chodzić po omacku, skoro w pomieszczeniu jest możliwość włączenia światła. 

Jeśli Bóg posłał nam swojego Syna, który poprzez śmierć i zmartwychwstanie wyzwolił nas z niewoli grzechu, to uznajmy Go za naszego Pana i Zbawiciela. A wówczas to, co wydawało się nam niemożliwe do pokonania, stanie się możliwe. Jezus pokonał śmierć i tym samym wyzwolił nas z niewoli grzechu. Aby to się w naszym życiu dokonało, potrzebna jest nasza osobista decyzja. To ja mam zapalić światło Bożej łaski w moim wnętrzu. I nikt inny tego za mnie nie zrobi.