Jezus powiedział do swoich uczniów: "Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej".

 

Stare porzekadło mówi: „zapałki w ręku dziecka to pożar”. Usłyszałem kiedyś historię o dwójce dzieci, która bawiła się w chowanego (nie wiem, na ile jest ona prawdziwa). Jedno z dzieci ukryło się przed drugim w stodole sąsiada. Poszukiwacz, podejrzewając, że w kopie siana ukrył się kompan zabawy, postanowił „wykurzyć” (dosłownie!) chowającego się rywala. Niewiele myśląc, podpalił stodołę. Ogień momentalnie pochłonął cały obiekt. Na szczęście dziecko ukrywające się w stogu siana zdążyło w porę uciec z miejsca pożaru.

Jezus w dzisiejszej Ewangelii także mówi o ogniu: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął”. Kiedy w Biblii mowa jest o ogniu, moje myśli zawsze kierują się ku Duchowi Świętemu.

Ogień ze swej natury ma zasadniczo dwa następstwa – z jednej strony oświetla (i rozgrzewa), z drugiej zaś niszczy. W Starym Testamencie ogień będzie jawił się jako symbol istoty i działania Boga. To przecież w płonącym krzewie Bóg ukazuje się Mojżeszowi i zdradza swoje plany wobec niego (zob. Wj 3, 2nn). Kiedy Bóg zstępuje na górę Synaj, Izraelici widzą ją całą spowitą obłokami dymu (por. Wj 19, 18nn). A cóż powiedzieć o wizji, jakiej doznał Ezechiel: „wielki obłok i ogień płonący oraz blask dokoła niego” (zob. Ez 1,4).

O ogniu oczyszczającym zapewnia Księga Malachiasza: „Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe” (3, 2-3).

Na kartach Nowego Testamentu ogień jest częstą metaforą. Prorok Jan Chrzciciel zapewnia, że Mesjasz będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem (por. Mt 3, 11). Dzieje Apostolskie natomiast opisują wylanie Ducha Świętego w postaci ognistych języków (Dz 2,3).

Ogień, o którym mówi dzisiaj Zbawiciel w prezentowanej Ewangelii, to ogień miłości, który ma ogarnąć cały świat i wszystkich ludzi. Zapłonął on najwznioślej na krzyżu – ogień Bożej miłości, który płynie z Najświętszego Serca Jezusa. Natomiast chrzest, o którym mowa, zapewne oznacza mękę i śmierć Chrystusa na krzyżu.

W kolejnych wersetach Jezus mówi o możliwym rozłamie i kłótniach, które mogą nastać wśród najbliższych w rodzinie. Bynajmniej nie będzie chodziło w nich o to, kto ma pozmywać talerze po obiedzie albo kto ma wynieść śmieci. Chodzi tu o coś poważniejszego niż rodzinne kłótnie. Jezusowi zależy przede wszystkim na Ewangelii i jej przyjęciu, bo przecież to jest droga do zbawienia. Uczniowie muszą wybierać pomiędzy Jezusem a najbliższymi. Muszą przyjąć Jego styl życia, wziąć swój krzyż i służyć braciom.

To zadanie nie jest łatwe także dla nas, żyjących obecnie. Warto zadać sobie właśnie dzisiaj pytanie: czy jestem w stanie dawać świadectwo swojej wiary w domu, rodzinie, w pracy…? Czy nie obawiam się, że kiedy zwrócę uwagę nawet najbliższej osobie na życie niezgodne z Ewangelią, to narażę siebie na gniew?

Co mogę Ci zatem doradzić? Proś o Chrystusowy ogień Ducha Świętego, ogień miłości! Niech zapłonie w Tobie. Gwarantuję, jeżeli będziesz miał Boży ogień, będziesz zapalał innych do wiary i Kościoła.