Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki.

 

Skąd pewność? Potrafimy przecież zapewniać ludzi, że to, czy tamto uczynimy. Zapewniamy o modlitwie albo o bezpieczeństwie. Są tacy, którzy pewni są dwóch rzeczy. Pierwsza, że czeka ich śmierć. Druga, że do jej czasu będą płacili podatki.

A Bóg? Czy musi nas jeszcze o czymś zapewniać? Przecież wszystko jest w stanie zapewnić dziś człowiek. Mądre i profesjonalne doradztwo. Lecz taka pomoc jest niestety doraźna. Niesie za sobą potrzebę kolejnej, później następnej i jeszcze jednej wizyty. Zaś za fachowość trzeba płacić.

Jezus przyszedł z darmowym błogosławieństwem. Nie jest to ani mistrzowskie, ani pokazowe przedsięwzięcie. Jest skuteczne. Jest to największa jego zaleta. Właściwym jednak wymaganiem tego projektu jest wejście we współpracę z Ewangelią.

W dzisiejszym fragmencie Ewangelia zapewnia, że Jezus jest obecny wśród ludzi. A w osobach pasterzy możemy dostrzec siebie. Świadków błogosławionej Obecności.