Gdy Jezus siedział przy stole, jeden ze współbiesiadników rzekł do Niego: "Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym". Jezus mu odpowiedział: "Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadszedł czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: „Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe”. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: „Kupiłem pole, muszę wyjść, aby je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego”. Drugi rzekł: „Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego”. Jeszcze inny rzekł: „Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść”. Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał słudze: „Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych”. Sługa oznajmił: „Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce”. Na to pan rzekł do sługi: „Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”.

 

Każdy człowiek uwielbia otrzymywać zaproszenia na wszelakie przyjęcia i uczty, podczas których jest okazja skosztować wielu wykwintnych dań, dobrych trunków, przepysznych deserów, a przy okazji poznać wielu wpływowych ludzi. Nie da się zaprzeczyć. Tak po prostu jest.

Bóg, mając wgląd w nasze serca i myśli, kieruje dziś do każdego z nas zaproszenie na najbardziej „wystawne” przyjęcie, jakiego dotąd nie mieliśmy okazji zobaczyć. Jest to uczta w królestwie niebieskim, gdzie panuje wieczny pokój, szczęście, radość oraz miłość. „Szczęśliwy jest ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym” (Łk 14,15). Pojawia się niepowtarzalna okazja, żeby zasmakować czegoś naprawdę wspaniałego i cennego i przestać pragnąć czegokolwiek innego.

Jest tylko jeden problem. Często to zaproszenie po prostu odrzucamy, ignorujemy, nie zwracając na nie najmniejszej uwagi. Tłumaczymy to, podobnie jak ewangeliczni zaproszeni goście, bardzo błahymi, życiowymi powodami: kupiłem dom, zmieniłem samochód na lepszy model, umówiłem się z dziewczyną, zamówiłem lot na wakacje do ciepłych krajów. Czemu tak się dzieje? Czy rzeczywiście przywiązanie do współczesnego świata jest aż tak duże, że nie jestem w stanie oderwać od niego wzroku i przyjąć propozycji samego Boga?

Biedni, chromi, chorzy, prości ludzie bez najmniejszego problemu mówią: „tak, przyjdę”. Żeby tylko się nie okazało, że ci, którzy tak uparcie odmawiają, usłyszą kiedyś odmowę samego Stwórcy: „Albowiem powiadam wam: żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”.