Jezus mówił do tłumów: «Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: „Deszcz idzie”. I tak się dzieje. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: „Będzie upał”. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże chwili obecnej nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne? Gdy idziesz do sprawującego władzę ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie zaciągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni pieniążek».

 

Dzisiejsze słowa: „I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?” i zaraz potem: „Gdy idziesz do urzędu ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody” wzywają nas do rozróżnienia tego, co dobre, co słuszne i konieczne, a co wiąże się z pojednaniem, z powołaniem do życia w pokoju z drugim człowiekiem, z samym sobą i z Bogiem, bo Boże królestwo to królestwo miłości, sprawiedliwości i pokoju. Jezus przyszedł, aby nas pojednać z Ojcem i do tego pojednania nas zaprasza. 

W każdym z nas jest coś z obłudnika i nie trzeba się bać do tego przyznać. Tak trudno dostrzec Boga w otaczającym nas codziennym życiu. Łatwiej nam przychodzi organizować sprawy tego świata, dostrzegać wielkie i spektakularne wydarzenia i wydawać o nich sąd. A tak trudno dostrzec Boga przechodzącego obok mnie, prawie niezauważalnie, w milczeniu, cichego i pokornego, zapraszającego mnie do miłości, do życia w prawdzie. Tak często nie umiemy dziękować za Jego obecność, która nam nieustannie towarzyszy. Nie umiemy dostrzegać Jego darów i Jego działania w naszym życiu. Wszystko przypisujemy sobie, a przecież trzeba z pokorą przyznać, że sami z siebie nic nie możemy. Nasza zatwardziałość serca, pycha i pewność siebie biorą górę i chcą dominować nad innymi. I w dodatku, jak trudno przebaczyć temu, kto nas skrzywdził, zranił, zadał ból, oszukał, zdradził… Po ludzku to niemożliwe.

Bez Ducha Świętego i Jego łaski nie jesteśmy w stanie pojednać się z przeciwnikiem w drodze, nie jesteśmy w stanie przebaczyć czy też uznać swój błąd. Bez Ducha Świętego nie potrafimy dostrzegać wokół nas Bożej miłości i opatrzności, która – jak ktoś kiedyś powiedział – «wstaje dla nas wcześniej niż słońce». Bez Ducha Świętego nie możemy prawdziwie kochać.

Jezus przyszedł po to, aby wszystko naprawić, wszystko uczynić nowe. Na krzyżu pojednał nas z Ojcem poprzez totalny dar ze swojego życia, tym samym ukazując nam, czym jest prawdziwa miłość i jak bardzo jesteśmy kochani przez Boga. On wykupił nas swoją drogocenną krwią i dziś zaprasza nas, aby w ślad za Nim przebaczać, kochać, szukać pokoju i pojednania.

Jezus ukazał nam, że w krzyżu jest nasza siła i moc do pokonywania naszych słabości, nienawiści, zazdrości. Na krzyżu Jezus pokonał całe zło. W krzyżu jest moje zwycięstwo. Skoro z krzyża otrzymałem przebaczenie grzechów i zbawienie mej duszy, tym samym z krzyża mojego życia mocą Ducha Świętego będę zdolny przebaczać i kochać, bo to już nie ja, ale Jezus będzie przebaczał i kochał we mnie. 

Dlatego prośmy, aby Boży Duch, Duch Miłości uzdalniał nas do takiej miłości, aby nas przemieniał i nawracał na właściwą drogę, aby oczyścił nas z obłudy i przebiegłości, zabrał serce z kamienia, a dał serce z ciała i uczynił je cichym i pokornym na wzór Serca Jezusowego, ku Jego większej chwale i miłości. Amen.