Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien». I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich». Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

 

Ciekawa jest ta instrukcja posłania z takimi detalami, że nawet mowa jest o sandałach jako obuwiu do głoszenia dobrej nowiny. Totalna zależność i żadnych zabezpieczeń. Dlaczego? Myślę, że po to, aby doświadczać działania mocy Bożej, a nie swojej. Oglądam dziś na ulicach tablice z dzieckiem w sercu mamy z napisem „Jestem zależny. Ufam tobie”. Nic dodać, nic ująć do postawy, jaką proponuje Jezus w tej Ewangelii.

Panie, powołałeś nas, bo żniwo jest wielkie. I wysłałeś z pustymi rękami, abyśmy głosili i nieśli pokój tam, gdzie jest zamęt i wojna. Chcesz, byśmy nie biegali za sensacjami i nie zmieniali miejsca i formy naszej ewangelizacji. „Królestwo Boże przybliża się do nas” każdego dnia w spokojnej modlitwie, rozważaniu Słowa Bożego i służbie. Tam, gdzie nas posiałeś, tam mamy wzrastać dla Ciebie.