Gdy Jezus przechodził, szli za Nim dwaj niewidomi, którzy głośno wołali: „Ulituj się nad nami, Synu Dawida”. Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: „Wierzycie, że mogę to uczynić?". Oni odpowiedzieli Mu: „Tak, Panie”. Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: „Według wiary waszej niech się wam stanie”. I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: „Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie”. Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.

 

Czytając dzisiejszą Ewangelię, mam wrażenie, że często sam jestem pogrążony w ciemności. Nie dostrzegam światła wokół siebie, nie widzę ani ludzi, ani przedmiotów. Ci dwaj niewidomi, mimo ślepoty, zobaczyli w Jezusie Mesjasza, którego nie rozpoznali patrzący faryzeusze czy uczeni w Piśmie.

Jest sporo różnych rzeczy, spraw, które chciałbym otrzymać od Mesjasza. Śmiało mogę je wyliczyć. Ale czy w Jezusie widzę mojego Uzdrowiciela? Czy mam świadomość, że jestem naprawdę chory? Że Jezus ma mnie z czego uzdrowić? Czasami zachowuję się jak człowiek w chorobie alkoholowej: Nie! Ja nie potrzebuję leczenia, jestem zdrowy! Czy aby na pewno?

Mamy Adwent. Oczekujemy przyjścia Zbawiciela. W tym czasie Pan może przyjść w różnych postaciach: człowieka, który wyświadcza nam dobro, który od nas dobra oczekuje... Czy rozpoznajemy w tych osobach przychodzącego Jezusa? A może jestem całkowicie zaślepiony!

Synu Dawida! Ulituj się nade mną!