Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi, zaczęli się przeprawiać przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wichru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się». Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.

 

Ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się… Dla Jezusa nie ma nic niemożliwego. Chodzi po wodzie, idzie do nas, dla Niego nie ma przeszkód. Przeszkody to my wymyślamy i tworzymy przez nasze niedowiarstwo, brak ufności. Tak niewiele potrzeba, by z Jezusem „iść po wodzie”, zaufać Mu bez granic i być, być przy Nim i z Nim.