Jezus podążył w okolice Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała: «Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha». Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: «Odpraw ją, bo krzyczy za nami». Lecz On odpowiedział: «Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela». A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła: «Panie, dopomóż mi». On jednak odparł: «Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom». A ona odrzekła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów». Wtedy Jezus jej odpowiedział: «O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!». Od tej chwili jej córka była zdrowa.

 

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że Jezus modli się na górze. Sam, bez tłumów i bez swoich uczniów. Dowiadujemy się też, że w tym samym czasie w dole na morzu szaleje wicher, który miota falami. Dzięki tym opisom możemy zobaczyć, jak wielką moc ma modlitwa, która przynosi spokój, wznosi człowieka ponad ziemski zamęt oraz troski.

Po tym niespokojnym morzu, gdzie fale miotane są silnym wiatrem, płynie łódź z Apostołami na pokładzie. Na pewno nie czują się oni w takich warunkach komfortowo. Silny wiatr budzi niepokój w każdym z nas na ziemi, a co dopiero w ludziach, którzy znajdują się na pełnym morzu.

W takiej chwili uczniowie nie byli przygotowani na to, co zobaczyli: Jezus kroczy po jeziorze. Jeszcze bardziej się zlękli, jeszcze mocniej poczuli, że nie mają w sobie aż tyle siły, aby uwierzyć, że widzą swojego Nauczyciela, a nie zjawę. Piotr przez chwilę zbiera się na odwagę i jest gotowy na podjęcie trudu, jakim jest chodzenie po wodzie. Jednak po paru krokach załamuje się, strach jest silniejszy od niego.

W naszym życiu niejeden raz czujemy, że nie mamy siły. Brakuje nam tej wiary, że z Jezusem damy radę. Bóg wie i jeszcze bardziej troszczy się o nas w chwilach, kiedy zaczynamy wątpić we własne możliwości. Nie wstydźmy się tego, że opadamy z sił, że wątpimy. Cokolwiek by się działo, pamiętajmy, że zawsze możemy krzyknąć: "Panie, ratuj mnie!". Jezus tak jak do Piotra, tak i do nas wyciąga rękę, aby pomóc. Ta pomoc to dla nas impuls, żeby szybko się podnieść, przestać się bać i mocno zaufać Bogu.