Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie".

 

Żył długo, bo 83 lata. Był bardzo dobrze wykształcony. Mówiąc językiem współczesnym, posiadał dwa doktoraty: z filozofii i teologii, był dobrym profesorem w Akademii Krakowskiej. Jego rękopisy liczą 18 tys. stron i są przechowywane w bibliotece Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pracowity i miłosierny wobec spotkanych ludzi jak i studentów, szczególnie tych ubogich. Taki portret św. Jana Kantego (1390-1473) przeszedł do historii. Potrafił i chciał przełożyć filozofię i teologię na mądrość i współczucie. Zarówno bowiem dobre słowo i współczucie zamienione na czyn, ma swoje źródło w Bogu.

Kiedy człowiek żyje mądrze, to w każdej chwili jest gotowy na ostateczne spotkanie z Bogiem. Jest dobry i pomnaża dobro. Nawet jak śpi, to uwielbia Boga. A Kiedy Bóg obudzi Go w nocy – chętnie się modli. Może dlatego w dzisiejszej Ewangelii Jezus gotowość na Jego przyjście powiązał z obrazem „drugiej lub trzeciej straży” nocnej. Może nam się to wydawać nieco sprzeczne, żądanie od nas, posługiwania po północy lub około czwartej godziny nad ranem. Przecież należy się nam odpoczynek. A Pan mówi: „Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie (Pan), szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie” (Łk 12,38).

Zapewne pracowitość i modlitwa, miłosierdzie wobec potrzebującego w czasie dnia sprawia, że nawet wejście w sen i mrok – jest wejściem w światło i ze Światłością: „z przepasanymi biodrami i zapaloną pochodnią”. Noc staje się światłem, ponieważ miłosierdzie było naszą drogą za dnia.