Nasz synek od początku swojej aktywności ruchowej bardzo, jak to się mówi, trzymał się maminej spódnicy. Z początku nawet nas to cieszyło, ponieważ do wszystkiego podchodził bardzo ostrożnie i w zasadzie mało mieliśmy domowych wypadków. Wiedział, że nie wolno dotykać gorącego, gdy widać unoszącą się nad kubkiem parę. Nie podchodził do obcych. Nie wkładał do buzi palców, gdy byliśmy w piaskownicy, co więcej wszystko robił w niej z uniesionymi palcami, jakby brzydził się piasku. Ogólnie rzecz ujmując, dziecko grzeczne, spokojne, niesprawiające problemów. Gdy rósł, do powyższych rzeczy powoli się przekonywał, jednak największą trudnością okazały się kontakty z rówieśnikami. Był bardzo zdystansowany wobec nich. Nie umiał sobie poradzić z lękiem, złościł się na próby ośmielenia. Z pewnością był bardzo nieśmiały, a niekiedy uparty. Nigdy nie wiedziałam, czy powinno się reagować w momencie, kiedy ktoś mu zabrał zabawkę. Czasem na widok dziecka zmierzającego w jego stronę, rzucał swoją zabawkę i wracał do mnie. W domu bardzo to przeżywał, myślę, że tak po dorosłemu odczuwał porażkę, ponieważ widać było, że pragnie swoje lęki przezwyciężyć, że próbuje obronić swoje racje. Z czasem doszliśmy do wniosku, że to nie musi być nieśmiałość, ale brak asertywności. Nasz syn jest gadułą – ma swoje zdanie na każdy temat i lubi dyskutować, ale w bezpiecznym otoczeniu. Wśród nowych ludzi raczej milczy. Dorosłych już umie przechytrzyć, niestety z dziećmi natrafia jeszcze na mur. W tym z pewnością pomaga mu przedszkole. I dopiero teraz widzimy, jak introwertyk ma pod górkę w relacjach społecznych. 
    
Zastanawiam się, czy asertywności trzeba się uczyć, czy zależy ona od poziomu pewności siebie. Tym bardziej że małe dzieci zazwyczaj są bardzo szczere w swoich wypowiedziach czy osądach. Nie boją się mówić, co myślą. Głośno zastanawiają się nad wieloma rzeczami. Nie przypuszczałam, że z tak małymi dziećmi można porozmawiać na całkiem poważne tematy. Nie istnieją dla nich tematy tabu. To dlaczego wraz z dorastaniem powoli tracą umiejętności asertywne? Gdzie upatrywać problemu? A może to my, rodzice, go stanowimy? Czyż nie jest tak, że przez jakąś poprawność polityczną unikamy wielu zagadnień albo się wstydzimy wyrażać swoje stanowisko? Nastolatek z kolei swoje zdanie częściej wyraża poprzez bunt czy agresję, a i tak już staje się bardziej podatny na wpływy środowiska. 
    
Z pewnością jedną z takich rzeczy jest zaburzone poczucie bezpieczeństwa dziecka. Zapominamy o tak podstawowych sprawach, jak przytulenie. Jesteśmy zaprzątnięci wieloma sprawami i zapominamy o prostych gestach, o zatrzymaniu się na chwilę, by dać dziecku trochę swojego czasu. Dobrze jest pozwolić dziecku zadawać pytania i cierpliwie na nie odpowiedzieć. Nie zbywać, nie oszukiwać, tylko faktycznie poświęcić czas, nawet jeśli pytałoby o rzeczy, w naszym mniemaniu, śmieszne czy zupełnie oderwane od rzeczywiści. 
    
Czy nie jest tak, że czasami nie dajemy dzieciom szansy na podejmowanie własnych decyzji, nawet w tych drobnych sprawach, jak wybór ubrania, tego, co będzie jadło, w którą stronę pójdziemy na spacer? Za bardzo chcemy wszystko kontrolować. Jak dziecko ma nauczyć się przyjmować porażkę czy krytykę, kiedy nie będzie mogło nic zrobić samo i na własnej skórze się o tym przekonać? Czy na pewno zawsze dajemy dzieciom to poczucie bezpieczeństwa i poczucie własnej wartości? Czy sami ich nie upokarzamy słowami: przestań robić tak i tak, już daj spokój, nie wymyślaj? Czy na pewno akceptujemy nasze dzieci, nie podważamy wszystkiego, co powiedzą? Czy umiemy rozmawiać z dziećmi bez oceny, bez wartościowania? Czy umiemy chwalić dzieci, czy tylko chwalimy za coś, co w naszej ocenie jest warte chwalenia? A może celowo nie zauważamy ich małych sukcesów?

Wielokrotnie pisałam już o tym, by pamiętać, że potrzeby wszystkich są ważne. Nam, dorosłym, wydaje się, że potrzeby dziecka są mniej istotne, bo są właśnie dziecięce. Jednak one są ważne na tym konkretnym etapie życia naszego dziecka. Jeżeli będziemy je ignorować, to dziecko nigdy nie będzie próbowało o nie walczyć, po prostu się podda. Jak ma wierzyć w swoje możliwości? Nastolatek z kolei będzie próbować swoje potrzeby coraz wyraźniej zaznaczać. W tym wieku reagujemy częściej złością, próbujemy z rodzicami walczyć na wszystkie sposoby. Dzisiaj rodzicom proponuje się, aby od małego rozmawiali z dziećmi o ich potrzebach – aby okres nastoletni był może mniej burzliwy, choć i to też jest prawo dziecka.

Przy moim krótkim bądź co bądź doświadczeniu macierzyńskim już zauważyłam, że tłumienie tych „złych” emocji czy pocieszanie, pokazywanie tylko pozytywów, nie zawsze się sprawdza. Jeżeli synek jest zły albo smutny, czasami odpuszczam i pozwalam mu się wypłakać. Jednak trzeba mu pokazać i uświadomić, że należy być odpowiedzialnym za to, co niosą ze sobą złe emocje. Bywa i tak, że w złości rzuci jakąś zabawką, która niestety się zniszczy. Musi wiedzieć, że agresja powoduje, że zabawki mieć już nie będzie, ale jednocześnie ma prawo się złościć. W przedszkolu panie powtarzają, że każdą nową umiejętność dobrze jest przećwiczyć poprzez zabawę. I ku naszemu zdumieniu, z wielu krytycznych momentów udało się nam w ten sposób wyjść, a synek sam wie, czego należy się spodziewać i jak reagować.
 
Wspomniałam wcześniej o wątpliwościach, czy powinno się reagować w chwili konfrontacji naszych dzieci. Czy pozwolić, aby samo rozwiązywało swój problem, czy raczej interweniować i jak ta ewentualna interwencja powinna wyglądać? Myślę, że każdą taką sytuację należałoby interpretować indywidualnie. Zależy to również od wieku dziecka. Jedno dla mnie jest pewne. Zawsze należy stać po stronie swojego dziecka. Wracając do sytuacji z piaskownicy, kiedy nasze dziecko nie chce dać swojej zabawki, dobrze jest pozwolić mu się nie zgodzić. Bądź w sytuacji, kiedy samo nie umie sobie poradzić, powiedzieć drugiemu dziecku, że musi poprosić nasze dziecko o pozwolenie na bawienie się jego zabawką. Wydaje mi się, że nie należy na siłę kazać naszemu dziecku się dzielić. Przecież ma prawo bawić się w danej chwili tą akurat zabawką. Nie oznacza to, że jest niegrzeczny, niekoleżeński. Ma prawo powiedzieć „nie”. Ponadto może mieć naprawdę ważne powody, by się nie zgadzać na pożyczenie zabawki, może wcześniej mu tę zabawkę siłą zabierano. Czasami, owszem, dobrze uświadomić naszym dzieciom, że warto się dzielić, że mogą zyskać taką postawą znacznie więcej. Myślę, że jest to dobra nauka na wyznaczanie granic, ale też nauka, by dziecko umiało szanować granice innych.

Ponadto to wszystko, co do tej pory napisałam, ma swoje przełożenie na nasze zachowanie. Czy z ręką na sercu każda z nas, mam, może powiedzieć, że daje dobry przykład? Czy nie przekraczamy pewnych ustalonych granic, czy nie zdarza nam się łamać swoich własnych zasad? To nie jest takie proste. Wymagamy czegoś od dzieci, a sami nie umiemy uporać się ze swoimi bolączkami, stresem, niepowodzeniami w pracy. Kiedyś dzieciom nie mówiono wszystkiego, co dzieje, się w domu, w pracy. Choć uważam, że czasami dziecko musi widzieć, że nie wszystko może być po naszej myśli, że czasem trzeba iść na kompromis, że można ponosić porażkę. Tylko trzeba nauczyć się mądrze ją przyjmować.

Warto z naszymi dziećmi rozmawiać, bo dom to pierwsze miejsce, gdzie dziecko może być sobą. Jak będzie miało w domu możliwość wypowiedzenia się, to myślę, że na zewnątrz też będzie śmielej się wypowiadać czy o coś prosić. Widzę ogromną różnicę w zadawaniu pytań i podtrzymywaniu rozmowy przez rodziców. Powinny one faktycznie brzmieć tak, by nasze dziecko czuło, że chcemy naprawdę się czegoś dowiedzieć i o tym porozmawiać. Jest różnica kiedy pytamy: „Jak tam w szkole?" czy „Co dziś miłego spotkało cię w szkole?”. Nie ukrywam, było to dla mnie dość odkrywcze zjawisko. 

Nieśmiałość czy brak asertywności, wydaje mi się, są czymś, czego można się w pierwszym wypadku wyzbyć, w drugim – nauczyć. Całe nasze życie to nauka relacji, a na naukę nigdy nie jest za późno.