Bracia: Przez Jezusa składajmy Bogu ofiarę pochwalną nieustannie, to jest owoc warg, które wyznają Jego imię. Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej pomocy, gdyż raduje się Bóg takimi ofiarami. Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi i muszą zdać z tego sprawę. Niech to czynią z radością, a nie wzdychając, bo to nie byłoby z korzyścią dla was. Bóg zaś pokoju, który na mocy krwi przymierza wiecznego wyprowadził spomiędzy zmarłych Wielkiego Pasterza owiec, Pana naszego, Jezusa, niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście wypełnili Jego wolę; niech sprawi w was, co miłe jest w Jego oczach, przez Jezusa Chrystusa, któremu chwała na wieki wieków. Amen.

 

Niezwykle mnie cieszy lektura tego fragmentu listu adresowanego do chrześcijan wywodzących się z judaizmu i wszystkich zastanawiających się nad odejściem od Pierwszego Przymierza i przyjęciem krzyża Chrystusa. Ten ostatni rozdział „słowa zachęty” (Hbr 13,22) jest zbiorem praktycznych wskazówek, jak ma wyglądać droga ucznia Jezusa, by usłyszane i przyjęte słowo stało się codziennym życiem. Stąd zarówno wczorajsze wezwania do oparcia się pokusie niezależności, zachłanności i pychy prowadzącej do wykorzystania słabszej wiary współbraci (i sióstr), jak i dzisiejsza mobilizacja do dobroczynności i posłuszeństwa odwołują się do najważniejszego pragnienia Boga spełnionego przez Chrystusa, który, „aby własną krwią uświęcić lud, za bramami zniósł mękę” (w.12).

I jeszcze ten szczery doping wobec przełożonych wspólnot, żeby czuwali nad wierzącymi z radością, a nie z narzekaniem i wzdychaniem, które nie przynosi żadnych korzyści. W tym ostatnim apelu kolejny raz odnalazłem ogromną troskę Boga i Kościoła, by nie być przysłowiowym zrzędą i sfrustrowanym „technikiem ołtarzowym”, ale odkrywać i rozdawać błogosławieństwo otrzymywane codziennie od Boga, który każdego z nas „dojrzałymi uczyni do wszystkiego, co dobre”. Niech tak się stanie! Amen…