Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

 

   Trędowaty przyszedł do Jezusa – już samo to było zdumiewające. W tamtych czasach trędowatym nie wolno było się zbliżać do ludzi. Mieszkali poza murami miasta, pozostawieni sami sobie. A ten bezimienny trędowaty dokonuje desperackiego kroku. Zostawia wszystko i łamiąc przepisy Prawa Żydowskiego przychodzi do Pana, upada na kolana i prosi Go o pomoc. Padają tu słowa: „Jeżeli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Jak wielka była wiara tego bezimiennego człowieka. I Pan Jezus go uzdrawia.

    Później człowiek ów okazuje przedziwne nieposłuszeństwo. Mimo że Pan Jezus surowo mu przykazuje milczeć o tym wydarzeniu i iść do świątyni, by pokazać się kapłanowi i złożyć stosowną ofiarę za swe oczyszczenie, człowiek ten robi dokładnie odwrotnie. Nieposłuszeństwo człowieka uzdrowionego z trądu spowodowało tak wielką sensację w mieście, że Pan Jezus nie mógł się tam oficjalnie pojawić. I schronił się na pustynię. Czasem brak posłuszeństwa w sprawach, co do których mamy inne zdanie od tego, który wymaga od nas posłuszeństwa, może mieć ogromne konsekwencje, które trudno przewidzieć i które mogą szkodzić innym ludziom...

 

Inne komentarze Eli i Benia