Uważajcie na siebie. Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: "Żałuję tego», przebacz mu”. Apostołowie prosili Pana: „Przymnóż nam wiary”. Pan rzekł: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: «Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze», a byłaby wam posłuszna”.

 

Podobnie jak apostołowie i my – członkowie Kościoła, stajemy się niestety wielokrotnie powodem zgorszenia. Słowo “zgorszenie” w tym kontekście ma dziś niestety zazwyczaj jednoznacznie niesprawiedliwy wydźwięk: ksiądz – pedofil, pijak, rozpustnik. Tymczasem w tak wielu sprawach dnia codziennego każdy z nas potencjalnie może sprawić, że bliźni stanie się gorszy. Już w dzieciństwie głęboko w sercu zapadła mi przestroga Chrystusa z tej perykopy. Nie mogłem sobie wyobrazić, cóż jeszcze gorszego mogłoby za owo zgorszenie spotkać niż kamień u szyi. Umiejętność napomnienia, zwrócenia uwagi w duchu szacunku, zrozumienia, a nade wszystko wybaczenie żałującemu, to jednak zadanie nawet dla wielu dojrzałych w wierze bardzo trudne (o czym nawet wspomina w swoim dzienniczku sama św. Faustyna).

Stąd i my prośmy żarliwie, jak uczniowi Jezusa, o łaskę żywej wiary, rozumianej jako bliska relacja z Panem Bogiem, by tej chrześcijańskiej powinności bezwarunkowo podołać.