Jezus powiedział do Nikodema: «Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił, Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony».

 

Dzisiejsze święto Podwyższenia Krzyża Świętego pobudza nas do zastanowienia się nad naszym patrzeniem na krzyż. Bardzo ważne jest to, co widzimy w pierwszej kolejności – cierpienie, ból, nienawiść czy nieskończoną miłość Ojca.

Jezus, mówiąc do Nikodema, zaczyna od miłości, bo Bóg jest miłością... Inaczej krzyż pozostałby nadal tylko środkiem okrutnego czy wręcz wyrafinowanego uśmiercania ludzi. Miłość Ojca sprawiła, że stał się znakiem zbawienia, bo na nim odzyskaliśmy możliwość bycia z Bogiem jedno – wolni od wszelkiego zła.

Spróbujmy tak popatrzeć na nasze krzyże, jakiekolwiek by nie były. Złączmy je z Jezusowym, by były źródłem życia dla nas i naszych najbliższych.

„Ręce Boga są rękami niosącymi czasem łaskę, czasem cierpienie, ale zawsze niosącymi miłość”. (Dietrich Bonhoeffer)