Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.

 

Bardzo często spotykamy Jezusa, gdy idzie, gdy jest w drodze. Ale chociaż świadom jest swego celu, nie idzie zapatrzony jedynie w cel swojej podróży. Jest czujny. Można śmiało powiedzieć, że się rozgląda, obserwuje świat, który mija. I tak dzisiaj Jezusowe spojrzenie spoczęło na braciach – Piotrze i Andrzeju, a nieco później znów popatrzył na braci – na Jakuba i Jana. Tak jedni, jak i drudzy zajęci byli swoimi codziennymi sprawami. Nie wiemy, czy byli szczęśliwi, czy smutni, spełnieni, czy też rozczarowani. Wiemy jedno – byli zajęci swoimi sprawami. 

Do takich właśnie ludzi, którzy byli zajęci, mocno zaangażowani w swoje codzienne sprawy, Jezus powiedział krótko i dobitnie: „Pójdźcie za Mną”. A oni bez chwili wahania poszli za Nim, zostawiając wszystko, w co byli dotąd zaangażowani. 

Nieracjonalne? Nieodpowiedzialne? Naiwne? Ale coś ich do tego skłoniło. Bardziej KTOŚ. Jezus dostrzegł ich w zwyczajnej codzienności. A może zobaczył ich nadzwyczajne zaangażowanie w codziennie powtarzane czynności? Może jedno i drugie tak ich urzekło, tak nimi wstrząsnęło, że bez wahania poszli za Nim. Nie mieli pojęcia, kim On jest, że to jest Mesjasz, a poszli za Nim. Mogli przecież nawet zdenerwować się na Niego, że zawraca im głowę, a jednak poszli za Nim. Tak ważne jest zobaczyć człowieka w jego zwyczajnej codzienności. 

Nie bójmy się patrzeć, widzieć, uśmiechać się i pozdrawiać tych, obok których przechodzimy. To jest ważne.