Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi». Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».

 

Przyzwyczailiśmy się do tego, że św. Jan Chrzciciel to prorok odważny i bezkompromisowy. To człowiek mówiący prawdę bez względu na to, do kogo mówił i bez względu na ewentualne konsekwencje. Tak było, gdy chcieli przyjąć chrzest niektórzy spośród faryzeuszów i saduceuszów (por. Mt 3,7-10). Nie wahał się również napomnieć króla Heroda (por. Mk 6,18). A dzisiejszy fragment Ewangelii przypomina nam słowa Jana, które przez wielu zostały zapewne odebrane jako bluźnierstwo. Przypisuje bowiem Jezusowi władzę usuwania grzechu oraz nazywa Go Synem Bożym. Bardzo odważne słowa mogące już wtedy zakończyć jego działalność.

Źródłem tej odwagi było doświadczenie spełnienia Bożej obietnicy. Bóg zapowiedział Janowi znak Ducha Świętego pod postacią gołębicy. I wiemy, że wydarzyło się to w czasie chrztu Jezusa w Jordanie. I to już Janowi wystarczyło: Bóg coś zapowiada, daje obietnicę, a następnie ją spełnia. Bóg jest wierny, prawdomówny i czuwa nad wszystkim. Janowi nic więcej nie było potrzebne. I ta pewność była źródłem jego odwagi i konsekwencji w działaniu.

Jan Chrzciciel nosił w sercu te fakty, znaki Bożej obecności w jego życiu i w jego misji. Nosił podobnie jak Zachariasz, św. Józef, starzec Symeon, a nade wszystko jak Maryja. Również im wystarczyło noszenie w sercu oraz rozważanie tych wydarzeń, w których obecność Boga była im tak bliska i taka mocna. To im wystarczyło, nawet gdy przyszły trudne chwile.

Popatrzmy dzisiaj na nasze życie. Przypomnijmy sobie te wszystkie wydarzenia, w których i my nie mieliśmy wątpliwości, że On jest, że nas kocha, że Jemu zależy na nas. Przypomnijmy je sobie i z serca podziękujmy, a ponownie staną się także dla nas źródłem odwagi i życiowej konsekwencji.