Zdarzyło się, że Jezus, zmierzając do Jeruzalem, przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!». Na ten widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom!». A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym głosem, padł na twarz u Jego nóg i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: «Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Czy się nie znalazł nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?». Do niego zaś rzekł: «Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła».

 

Jezus znajduje się w drodze do Jeruzalem, gdzie ma zostać osądzony i skazany na śmierć z rąk arcykapłanów i uczonych w Piśmie, a więc ludzi, którzy byli w Izraelu strażnikami i wykonawcami Bożego Prawa. Na pograniczu Samarii – gdzie mieszkali pogardzani przez Żydów Samarytanie, i Galilei – zamieszkałej przez Żydów zmieszanych z poganami, naprzeciw Jezusa wychodzi dziesięciu trędowatych mężczyzn. Widać, że czują się bardzo związani ze sobą własnym nieszczęściem, bo wspólnie jednym głosem wołają do Jezusa o miłosierdzie: „Jezusie, Mistrzu! Zmiłuj się nad nami!”. Czują się jedną wspólnotą, połączoną przez cierpienie, która jednocześnie jest odseparowana od reszty społeczeństwa ze względu na ich chorobę trądu. Jezus, widząc ich, nie uzdrawia ich bezpośrednio, ale każe im pokazać się kapłanom w świątyni, bo takie było Prawo Mojżeszowe. Ponieważ trędowatych postrzegano jako ludzi ukaranych przez Boga tą chorobą za ich grzech, to właśnie kapłani w świątyni mieli ocenić, czy z ciała trędowatego człowieka zniknęły chorobowe plamy i rany, a tym samym, czy Bóg im wybaczył i oczyścił. Choć wśród dziesięciu mężczyzn znajduje się przynajmniej jeden Samarytanin, który jako poganin nie miał wstępu do świątyni, wszyscy razem posłusznie wypełniają polecenie Jezusa. Ale to nie posłuszeństwo Prawu ostatecznie ich uzdrawia, ale posłuszeństwo słowu Jezusa. Okazuje się, że zanim chorzy doszli do świątyni, zanim wypełnili Prawo, zostali oczyszczeni. I o dziwo, wydaje się, że tylko jeden z nich to widzi! Widzi, że nie tylko został oczyszczony z plam na ciele, ale został także wewnętrznie uzdrowiony. Widzi też źródło swojego uzdrowienia, którym okazało się słowo Mistrza, a ściślej – po prostu Jego Osoba. Człowiek ten zostaje zrodzony na nowo do relacji z żywą Osobą Jezusa, a nie tylko z martwym Prawem, bo z Prawem nie można wejść w relację. Prawo zawsze jest zewnętrzne wobec człowieka, zaś międzyosobowa relacja dokonuje się wewnątrz osób. Dlatego Jezus powie mu na końcu, że to właśnie jego wiara go uzdrowiła, czyli jego otwarcie się na relację z żywym Bogiem. Uzdrowiony Samarytanin odłącza się od swojej dotychczasowej wspólnoty i wraca do Jezusa – źródła swojego uzdrowienia. Zachowuje się wobec Niego jak wobec Boga, bo upada przed Nim na twarz. Tym samym wyznaje Jego bóstwo. Wyznaje je z wdzięcznością. Jezus określa tę wdzięczność prawdziwym „oddaniem chwały Bogu”. I każe mu wstać z kolan. Oto cześć, jakiej pragnie doświadczać od nas Bóg! Pragnie On, aby człowiek żył w pełni swojej godności, jaką przywróciło mu dzieło odkupienia dokonane przez Chrystusa. Dzięki odkupieniu nasze grzechy zostały odpuszczone, a my staliśmy się dziećmi Boga. Doświadczenie usynowienia nas przez Boga Ojca zawsze tworzy w nas nowe serce przepełnione wdzięcznością za wielkie rzeczy, jakie On nam uczynił. Św. Ireneusz mawiał: „Chwałą Boga jest żyjący człowiek, a życiem człowieka jest chwalić Boga”. Przykład tego mamy w Chrystusie, który stał się Eucharystią, czyli dziękczynieniem. Przebywając w chwale Ojca Niebieskiego, zanosi On wieczne dziękczynienie Ojcu. Pozostałych dziewięciu uzdrowionych trędowatych poszło dalej do świątyni wypełnić martwe Prawo. Jedynie Samarytanin wrócił do Tego, który stał się żywą świątynią i wlał w nasze serca przez Ducha Świętego nowe prawo – prawo miłości.