W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: «Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?». On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie».

 

Jak cudownie, że Bóg dał nam aniołów. Czy jesteśmy tego świadomi, czy też nie, oni są pośród nas, niewidzialni, aby nas prowadzić, aby nas strzec, aby nas kochać. Nasz Anioł Stróż dniem i nocą czuwa przy każdym z nas, a jednocześnie ogląda Boga i kontempluje Go. Czyż to nie cudowne? Niepojęta jest ta łączność między niebem a ziemią, między światem widzialnym i niewidzialnym. 

I dzisiejsza Ewangelia odkrywa nam rąbek tej tajemnicy aniołów, tych, którzy dniem i nocą oglądają oblicze Boga, oblicze Ojca. To aniołowie małych dzieci, aniołowie tych, którzy z Boga się narodzili, którzy zaufali i przyjęli miłość Ojca. Być dzieckiem to w pewnym sensie „narodzić się na nowo”, stać się nowym stworzeniem przez chrzest i moc Ducha Świętego. 

Żyć jak dziecko, pomimo dorosłego wieku, to przyjąć plan Ojca na swoje życie, Jego wolę i zawierzyć Mu totalnie, bezgranicznie, jak niemowlę zdaje się na opiekę i czułość rodziców. To pozostać w Nim jak „niemowlę na łonie swej matki”. Prostota serca, czystość i niewinność małego dziecka, jego szczerość i bezbronność – oto cechy, które podobają się Bogu i dotykają Jego serca, bo do takich należy królestwo niebieskie. Jezus też stał się dzieckiem i całe życie przeżył jak dziecko w relacji z Ojcem Niebieskim.

Do takiej dziecięco-synowskiej relacji z Ojcem jesteśmy zaproszeni także my. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus odkryła drogę dziecięctwa Bożego, polegającą na totalnym zaufaniu Ojcu i byciu przed Nim jak małe dziecko z pustymi rękami, które wszystkiego od Niego oczekuje. Do niej należało tylko przyjmować i miłować! Tą drogą poszło wielu świętych.

Dziś i Ciebie, i mnie Bóg wzywa na tę drogę świętości, drogę zawierzenia, że jestem kochany i że nic nie może mi się stać, czego On nie przewidział, postanowił i uczynił przed wiekami. 

Tak, to mi wystarczy. Tobie ufam, mój Boże, Ciebie kocham. Tobie się oddaję i zawierzam. Daj mi tylko Twoją miłość. Jezu, uczyń mnie prawdziwie pokornym!