Jezus powiedział do Nikodema: „Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił, Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.

 

Boimy się swojego krzyża. Często wydaje się on za ciężki, zbyt przytłaczający, ograniczający naszą wolność i niezależność. No cóż, kiedy swoje troski i cierpienie przeżywamy bez Chrystusa, kiedy chcemy po swojemu uporać się i ogarnąć jakoś to, co dawno wymknęło się spod kontroli, krzyż codzienności rzeczywiście będzie mocno uwierał, a nawet może stać się jarzmem i przekleństwem...

„Miłości bez krzyża nie znajdziecie, a krzyża bez miłości nie uniesiecie” św. Jan Paweł II.

To Miłość, która ukochała nas po „głupstwo krzyża” wskazuje, jak żyć, jak godnie przeżywać przeciwności i kryzysy, jak podnosić się z upadków, które niewątpliwie się przytrafią, jak wreszcie wybaczać tym, którzy wyrządzają konkretną krzywdę. Tylko dzięki tej Miłości, która pierwsza nas ukochała, możemy cierpliwie, mozolnie i wytrwale podążać swoimi drogami krzyżowymi ku wieczności, ku zbawieniu!

Zapatrzmy się dzisiaj na Krzyż, znak zwycięstwa, symbol nieprawdopodobnej i bezwarunkowej miłości Chrystusa, i trwajmy razem z Maryją, wspierając się wzajemnie w trudach naszej codziennej zwyczajności.