Biada mi, matko moja, że mnie urodziłaś, męża skargi i niezgody dla całego kraju. Nie pożyczam ani nie daję pożyczki, a wszyscy mi złorzeczą. Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, chłonąłem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego. Bo imię Twoje zostało wezwane nade mną, Panie, Boże Zastępów! Nigdy nie zasiadałem w wesołym gronie, by się bawić; pod Twoją ręką siadałem samotny, bo napełniłeś mnie gniewem. Dlaczego mój ból nie ma granic, a moja rana jest nieuleczalna, niemożliwa do uzdrowienia? Czy będziesz więc dla mnie jakby zwodniczym strumieniem, zwodniczą wodą? Dlatego tak mówi Pan: «Jeśli się nawrócisz, dozwolę, byś znów stanął przede Mną. Jeśli zaś będziesz czynić to, co szlachetne, bez jakiejkolwiek podłości, będziesz jakby moimi ustami. Wtedy oni się zwrócą ku tobie, ty się jednak nie będziesz ku nim zwracał. Uczynię z ciebie dla tego narodu niezdobyty mur ze spiżu. Będą walczyć z tobą, lecz cię nie zwyciężą, bo Ja jestem z tobą, by cię wspomagać i uwolnić – mówi Pan. Wybawię cię z rąk złoczyńców i uwolnię cię z mocy gwałtowników».

 

Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, chłonąłem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego.

Słowo ma moc stwórczą. Dlatego nie jest bez znaczenia, jakie słowa się słyszy i jakie się wypowiada.

Bóg dla człowieka ma słowa życiodajne, takie, które sprawiają, że chce się żyć. Dla tych, którzy żyją w ciemnościach, są światłem. Tym, którzy nie widzą rozwiązania, dają nadzieję. Słabym przywracają siłę.

Dlaczego tak jest? Kluczem jest miłość. Bóg nie może inaczej. Jego istotą jest miłość. Kiedy człowiek to odkrywa, zaczyna Słowo chłonąć, nie może bez niego żyć – albo lepiej – nie chce bez niego żyć.

Odkrycie Boga, który kocha, zmienia wszystko.