Jakże wsławiony jesteś, Eliaszu, przez swoje cuda i któż się może pochwalić, że tobie jest równy? Ty, który zostałeś wzięty w skłębionym płomieniu, na wozie o koniach ognistych. O tobie napisano, żeś zachowany na czasy stosowne, by uśmierzyć gniew przed pomstą, by zwrócić serce ojca do syna, i pokolenia Jakuba odnowić. Szczęśliwi, którzy cię widzieli, i ci, którzy w miłości posnęli, albowiem i my na pewno żyć będziemy.

 

Ogień jako żywioł budzi w nas lęk, niepewność, kojarzy się często ze zniszczeniem, stratą. Dlatego pewnie dziwi nas bardzo postępowanie proroka Eliasza, który wykorzystując ogień, sprowadza na ziemię głód, zagładę. Ale ten niszczycielski żywioł może mieć także moc tworzenia, moc pokonywania słabości... To właśnie ogień może być źródłem światła, które będzie rozjaśniać ciemne drogi, również nasze życiowe ciemne zakątki!

Takim życiodajnym ogniem w życiu chrześcijanina jest z pewnością gorliwa modlitwa. To właśnie poprzez to osobiste spotkanie z Bogiem otwieramy nasze serca na dobro, miłość, sprawiedliwość.

Chciejmy przez codzienną modlitwę, przez systematyczny rozwój naszej pobożności otwierać się na Słowo Boże. Pamiętajmy także o tym, że aby móc przekazać światło dalej, by móc ewangelizować, trzeba „samemu płonąć”, trzeba samemu jak najlepiej świadczyć swoim życiem, że jest się uczniem Boga!