Jezus powiedział do swoich uczniów: «Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie».

 

Jak ma zachować się osoba wierząca w sytuacjach trudnych, a nawet ekstremalnych? Dzisiejsza Ewangelia daje nam bardzo konkretną wskazówkę: „Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony”. Chodzi o to, aby wobec trudności jeszcze bardziej zdać się na Boga. Nie tworzyć własnej linii obrony. Nie budować strategii działania w oparciu o lęk. To Bóg da nam „wymowę i mądrość, której żaden z prześladowców nie będzie się mógł oprzeć”.

Sytuacje kryzysowe są dla nas okazją do zweryfikowania naszej wiary. Często do jej odrodzenia i odświeżenia. Mieszkając i pracując jako kapłan we Lwowie, doświadczyłem swojej bezradności i mocy, z jaką działa Najwyższy. Bóg, który wkracza tam, gdzie człowiek nie dałby rady. Pamiętam dzień, kiedy nad moją głową przeleciały rosyjskie rakiety. Co można było wówczas zrobić? Tak naprawdę nic. Bo co może zrobić osoba nieuzbrojona? Chyba tylko ukryć się i liczyć na to, że siła wybuch nie będzie druzgocąca. Ale w swojej bezradności może jeszcze zdać się na Boga. Odkryć drogę do Niego. Uznać, że to On jest Panem życia i śmierci.

Każdy życiowy kryzys ma dwa oblicza. Może nas przygnieść i upokorzyć. Może także dać wzrost naszej wierze i być dla nas nowym objawieniem Bożego Miłosierdzia.