PIERWSZE CZYTANIE

Iz 49, 3. 5-6 Sługa Boży światłością całej ziemi

Pan rzekł do mnie: «Tyś Sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię». Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. I mówił: «To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi».

 

        Bóg zechciał nas zbawić przez głupstwo przepowiadania... Chciałoby się zatem powiedzieć, że wszelkie żale, pretensje, ale także płynące z homiletycznych wywodów natchnienia i inspiracje w nikim innym, jak tylko w Nim, powinny znaleźć swój upust. To Jego pomysł, odwieczna Mądrość, którą tak wytrwale opiewają, pełne filozoficznych sentencji biblijne księgi. Od kiedy jednak pojawiło się w nich Słowo, które za sprawą Ducha Świętego stało się ciałem, ów boski zamiar stał się nam bliższy i bardziej zrozumiały. Jezus "skrócił" Słowo - pozwolił ponownie zobaczyć jego najgłębszą prostotę i jedność (Benedykt XVI).

       Z pełną świadomością wypowiadanych słów mogę zaświadczyć, że w Jego osobie znalazłem kod do zakodowanej księgi, do zakodowanych myśli, zakodowanej prawdy... Ta księga Biblią zwana choć trochę kodowana. Dziś już nie jest tajemnicza, bo wszystkie kody znam. Pan Jezus to Syn Boga i w Nim zbawienie jest. I ty złamiesz kod wiecznego życia. Tylko mocno wierz (por. Exodus15).

        Nie znaczy to jednak, że wszystkie karty zostały rozdane, wyłożone na stół, a gracze już dawno rozeszli się na nocny odpoczynek. Wiemy przecież, że zakodowane dane są wszędzie wokół nas..., ale do pewnego stopnia nie są już dla nas tajemnicą... Biblijne znaki, zapowiedzi, proroctwa, symboliczne liczby, języki - On dla nas rozkodował..., bo, jeśli szukasz sensu w życiu swym, jest odpowiedź w Dziecku Tym! Otwórz zatem dzisiejsze Słowo... Weź do rąk  klucz o nazwie: "zbyt mało".

        Z pozoru banalne stwierdzenie... Po chwili odkrywam jednak, że owo "zbyt mało" jest poprzeczką, która zanim postawiona została każdemu z nas, wpierw postawiona została Temu, ponad którego nic więcej pomyśleć nie możemy...! Mam wrażenie, że w tym miejscu dochodzę do pewnego paradoksu klucza "zbyt mało". Uświadamiam sobie, że u zarania dziejów Ojciec powiedział do Syna: to zbyt mało, iż jesteś moim Synem, to zbyt mało, iż jesteś niewidzialnym Bogiem, to zbyt mało... Chcę, abyś stał się człowiekiem, byś stał się światłością dla pogan, bo tylko w ten sposób moje zbawienie może dotrzeć aż do krańców ziemi.

        Kolejność prawdziwej wielkości została wywrócona o matematyczne sto osiemdziesiąt stopni. W odniesieniu do siebie mogę zawołać: to zbyt mało, iż jesteś kapłanem, to zbyt mało, iż jesteś zakonnikiem, to zbyt mało, iż jesteś katolikiem, to zbyt mało, iż jesteś chrześcijaninem, to zbyt mało... Chcę, abyś stał się człowiekiem... 

        To nowe spojrzenie burzy nasze status quo, nasz dotychczasowy porządek spraw, obowiązków, funkcji..., które wydają się tak absorbujące, że nie ma mowy o żadnym wychyleniu się poza domowy kąt.

        "Przyjacielu, nie opowiadajmy sobie bzdur. Możemy przyznać, że przyjęliśmy Słowo Boże, jeśli cierpimy z powodu "zbyt mało" - tego, kim jesteśmy, co posiadamy, co robimy, widzimy - czyli odczuwamy boleśnie i jednocześnie radośnie wezwanie nieznanego, znajdujące się poza nami, ale także wewnątrz nas. (...) Nie możesz zadowolić się tylko życiem. Powinieneś żyć dla" (Alessandro Pronzato).

        Kilka miesięcy temu opowiadano mi historię matki, która w bardzo młodym, bo niespełna czterdziestoletnim wieku umarła na chorobę nowotworową. Szok..., niedowierzanie... Prawdziwy szok i prawdziwe niedowierzanie nastąpiły jednak wówczas, gdy dla wielu anonimowa dotąd osoba, została poznana w konkretnych faktach i wydarzeniach. Jak się okazało owa kobieta była biologiczną matką swych kilkorga dzieci. Ponadto matką dla kilkorga, które adoptowała... Na czas świąt również matką dla kilkorga innych dzieci, które z pobliskiego Domu Dziecka zabierała, by w cieple rodzinnego klimatu także i one przeżyły Boże Narodzenie.

        W związku z tym ostatnim faktem, na pogrzebie młodej matki pojawili się także przedstawiciele Domu Dziecka, którzy dzięki poświęceniu tej kobiety mogli w zaciszu swoich mieszkań bez jakichkolwiek zobowiązań przeżywać świąteczną radość. W dniu ostatniego pożegnania uświadomili sobie jednak, że oto dzisiaj przychodzi im spotkać się ze świętością oraz w jakimś sensie boleśnie i radośnie odczuć wezwanie nieznanego, by nie zadowolić się życiem, lecz nieustannie żyć dla.

        Ona niewątpliwie przeżyła w sobie to tytułowe doświadczenie: "zbyt mało, iż jesteś...".

       Wróćmy jednak do początku, do owego paradoksu przepowiadania... Czyż nie zrodziło się w nas kiedykolwiek pytanie o to, dlaczego Bóg nie załatwił tego wszystkiego tak po prostu, tak za pstryknięciem palców, tak od ręki...? Dlaczego Paweł, Apostoł Narodów, musiał udać się do korynckiej, kosmopolitycznej i multikulturowej parafii, by w jej sercu głosić kerygmat o zbawieniu, dokonującym się w Jezusie Chrystusie... Dlaczego tysiące kapłanów, sióstr zakonnych i świeckich wyjeżdża na misje, by w potrzebującym bracie zobaczyć Chrystusa? Dlaczego miliony matek i ojców nie żyją już dla siebie, lecz dla tego nowonarodzonego cudu, który Bóg przez nich ofiarował światu...? Czyż nie z powodu owego: "to zbyt mało, iż jesteś?".

        Istnieje jeszcze jeden powód... To jedyny sposób, byś ty sam mógł stać się kimś wielkim, a przecież nie zaprzeczysz, że takim właśnie chcesz być... Nie poznalibyśmy heroizmu Jana Chrzciciela, czy św. Pawła, gdyby nie przylgnięcie do izajaszowych słów: "to zbyt mało".

       Może powiesz, że nie masz wystarczających instrumentów, czy talentów, którymi oni obracali... Z perspektywy ludzkiej - masz rację. Jednak w świetle wiary talentem jest nie tylko otrzymanie czegoś, ale i brak czegoś. (...) talentem jest na przykład zdrowie, które masz, ale i to, że chorujesz, też jest talentem. Jezus w każdym przypadku stawia ci pytanie: co robisz z tym talentem? Zmarnować bowiem można zarówno zdrowie, jak - jeszcze bardziej - brak zdrowia. (...) Talentem na przykład jest to, że nie potrafisz się modlić, a ty uważasz, że to nieszczęście. Ważne jest, co robisz z tą nieumiejętnością modlenia się. Może zakopałeś ten talent i mówisz sobie: no to nie będę się modlił. (...) nieumiejętność modlitwy powinna pogłębiać w tobie głód Boga, a tym samym stać się środkiem twojego uświęcenia (Tadeusz Dajczer).

        Zatem, to ludzkie "zbyt mało" może nas jeszcze bardziej pogrążyć, ale jego boskie rozumienie stanowi inspirację i uświadamia nam, że im większy trud, tym wspanialsze zwycięstwo...!