Faryzeusze wyszli i odbyli naradę przeciw Jezusowi, w jaki sposób Go zgładzić. Gdy się Jezus dowiedział o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz zabronił im surowo, żeby Go nie ujawniali. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: "Oto mój Sługa, którego wybrałem; Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie Prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą".

 

Jesteśmy dzisiaj przyzwyczajeni, że zanim na rynku pojawi się jakiś nowy produkt albo gdy na ekrany wchodzi nowy film czy też planowane jest jakieś ważne wydarzenie – to wszystko musi być poprzedzone odpowiednią kampanią medialną. Trzeba dużo mówić, pisać, kręcić spoty reklamowe, blogować, wykupić reklamy na facebooku. Bo inaczej ta nowość się nie przebije w gąszczu informacji otaczających nasz ziemski glob.

Tymczasem postawa Jezusa, choćby z dzisiejszej Ewangelii, jest przykładem czegoś wręcz odwrotnego. "Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi".

Dlaczego? Jaka logika w tym tkwi? O co chodzi?

Jezus nie głosi tylko jakiejś prawdy, filozofii czy systemu etycznego. On sam jest Prawdą! On jest Tym, którego Imię daje nadzieję, którego słowo zbawia. Szukajmy Go zatem bez zgiełku – w ciszy naszych serc, by odnaleźć Tego, który za mnie oddał swoje życie.