Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie.

 

Bóg jest miłością. Jan Ewangelista jednym słowem opisał nieopisywalnego. Czy zrobiłby to także dziś, w dobie postmodernizmu, czasu, którego nikt nie waży się definiować i w którym nie ma definicji, lecz „wszystko” jest interpretacją?

Życie złożone z fragmentów, pojedynczych celów, szybkich zmian... Jest jak sklepowy wózek, do którego wrzucane są najprzeróżniejsze produkty, jednak żaden z nich nie ma gwarancji, że będąc wrzuconym tam dziś, znajdzie się tam także jutro. Ludzka, nowoczesna świadomość, przyzwyczaiła się już do codziennego wybierania, nowego. Jak w takim „nowoczesnym” kontekście życia odnajduje się miłość, która nie będąc czymś fragmentarycznym i częściowym, lecz projektem nie mającym początku ani końca, codziennie staje w szranki z życiową „sałatką”?

W tekście greckim, przetłumaczonym jako: jeśli będziecie się wzajemnie miłowali (J 13, 35b), znajduje się trochę niezauważony przyimek ἐν, który sugeruje, iż miłość ma swoje konkretne miejsce, zamieszkuje coś, najlepiej jednak kogoś – bo miłość potrzebuje domu..., całego. Trzeba pomyśleć o wyprowadzce?

Owszem, ale to nic nowego, tak było od zawsze. Jeśli Bóg jest miłością, to musi mieszkać na walizkach... Jeśli kocha, to już nie mieszka u siebie, bo „u siebie” mieszka już ten, którego On kocha. Ojciec nie mieszka u siebie, bo „u siebie” mieszkają Syn i Duch Święty. Podobnie jest z Synem, który swoje mieszkanie (czyt.: siebie) udostępnił w całości Ojcu i Duchowi Świętemu. Oczywiście Duch Święty też nie mieszka „u siebie”, gdyż tam mieszkają Ojciec z Synem. Jeżeli będziecie się wzajemnie miłowali, nie będziecie u siebie mieszkali...?     

Żydowski Rabbi Aqiba, który w drugim wieku po Chrystusie poniósł śmierć podczas hebrajskiej rewolty przeciwko rzymskiej okupacji napisał wzruszającą parabolę: Tora (Prawo) jest naturalnym środowiskiem Izraela, podobnie jak naturalnym środowiskiem ryb jest woda. W wodzie ryby są wystawione na niebezpieczeństwo, jednakże poza nią, nie przeżyłyby ani chwili. Tora nie jest przykazaniem, jest życiem. Bez niej lud Izraela nie przetrwałby tylu wieków! A Jezusowe: będziecie się wzajemnie miłowali też jest życiem? A może tu stawka jest większa niż życie?!

Wróćmy do początku. Bóg jest miłością. Nie mieszka u siebie. Pozwala, by inni u Niego mieszkali. On zaś jest na walizkach. To niebezpieczne, bo w historii z Jego domu uczyniono już targowisko. Skoro jednak jest miłością, czy ma inne wyjście?

A my mamy? Mamy?