Bracia: Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie. Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na woń miłą Bogu. O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, ani o tym, co haniebne, ani niedorzecznego gadania lub nieprzyzwoitych żartów, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie. O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec – to jest bałwochwalca – nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga. Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowami, bo przez te grzechy nadchodzi gniew Boży na synów buntu. Nie miejcie więc z nimi nic wspólnego! Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości.

 

„Odtąd już będziecie światłością w Panu”.  

Te słowa św. Paweł kieruje do maleńkiej gminy (wspólnoty) powstałej w kulturalnym tyglu ówczesnego świata. Pamiętam pielgrzymkę w Turcji śladami św. Pawła. Do dziś robi wielkie wrażenie. Efez w tamtym czasie był ośrodkiem starożytnych kultów, filozofii i mądrości. 

To zapowiedź tego, czym będzie chrześcijanin w świecie. Już od samego początku chrześcijanie doświadczyli, że być światłem to żaden przywilej. (Często myślimy, że być światłem to błyszczeć. Nie jesteśmy jak robaczki świętojańskie, które same produkują światło…) Bycie światłem to posługiwanie. Trudna służba oświetlania drogi sobie i innym, za którą oddaje się życie. Nasze światło to zawsze odbicie – jak księżyc – światła słońca, Jezusa Chrystusa. 

Św. Paweł mówi o tym nie tylko jako o zadaniu. On mówi: to fakt. Nie da się inaczej. Jesteście światłem i basta. Albo będziecie je chować, albo je wystawicie wysoko. Nie dacie rady go zgasić. „Postępujcie zatem jak dzieci światłości”.