Film „Zieja” to obraz wędrówki przez historię Polski XX wieku. Przewodnikiem w tej podróży jest charyzmatyczny, mądry, bezkompromisowy ksiądz Jan Zieja.

Jest rok 1977. Osiemdziesięcioletni ksiądz Jan Zieja, współzałożyciel Komitetu Obrony Robotników (KOR), zostaje wezwany na przesłuchanie. Rozmowy z funkcjonariuszem służby bezpieczeństwa staną się przyczyną retrospektywnej wędrówki po barwnym życiu księdza, prezentacji jego niezwykłej duchowej postawy, a także opowieści o najważniejszych wydarzeniach polskiej historii wieku dwudziestego.

W dniu, gdy oglądałem „Zieję”, rozważałem „początki działalności misyjnej Kościoła” – pod takim nagłówkiem w Dziejach Apostolskich opisywana jest m.in. historia św. Szczepana.

W rodzącym się Kościele rośnie liczba uczniów. W tej masie rodzą się podziały. Dla przykładu, dzieląc jałmużnę zwraca się uwagę tylko na swoich ziomków, zapominając o tych, którzy przybyli do Jerozolimy skądinąd. Apostołowie nie są w stanie zapanować nad wszystkimi aspektami życia rodzącej się wspólnoty. Chcą skupić się na słowie Bożym, a nie „obsłudze stołów”. Do tego drugiego powołują diakonów. „Upatrzcie zatem, bracia, siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości. Im zlecimy to zadanie. My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa” (Dz 6, 3-4). W gronie tych siedmiu jest m.in. Szczepan.
Postać pierwszego męczennika bardzo przypomina mi ks. Jana Zieję – kapłana cieszącego się dobrą sławą, pełnego Ducha i mądrości. Początkowo w filmie brakło mi scen, w których ksiądz się modli czy odprawia Mszę św. Można odnieść wrażenie, że o wiele bardziej jest zaangażowanym społecznikiem niż rozmodlonym duchownym. Ale jest jedna scena, która najbardziej mnie poruszyła, a która rozwiewa moje wątpliwości. Ks. Jan Zieja jest przesłuchiwany przez Adama Grosickiego – Andrzej Seweryn naprzeciw Zbigniewa Zamachowskiego. Oficer Służby Bezpieczeństwa próbuje nakłonić księdza do współpracy. Ksiądz odmawia. 
– Kto was namówił na działanie na szkodę Polski Ludowej? – pada pytanie. Chwila ciszy. I zaskakująca odpowiedź:
– Jezus Chrystus z Nazaretu.

Nie mam wątpliwości, że cała aktywność – i duszpasterska, i społeczna – ks. Jana Ziei płynie właśnie z Ewangelii Jezusa Chrystusa. Na Jego wzór jest radykalna; bywa paradoksalna, ale przepełniona miłością do drugiego człowieka – gdy wbrew kościelnym normom rozgrzesza samobójczynię, gdy w środku wojny krzyczy do żołnierzy „nie zabijaj!”, gdy do rady parafialnej powołuje kobietę czy niemieckiego pastora. Jest jak św. Szczepan. Jego mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał, nie mogli sprostać Żydzi oskarżający go o bluźnierstwo. On, pełen łaski i mocy, działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Ci, którzy mu się przyglądali uważnie, widzieli twarz jego, podobną do oblicza anioła (por. Dz 6, 8-15).

„Ludzie twardego karku i opornych serc i uszu! Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu. Jak ojcowie wasi, tak i wy. Któregoż z proroków nie prześladowali wasi ojcowie? Pozabijali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego. A wyście zdradzili Go teraz i zamordowali. Wy, którzy otrzymaliście Prawo za pośrednictwem aniołów, lecz nie przestrzegaliście go” (Dz 7, 51-53). Oburzyli się na te słowa. Wyrzucili go poza miasto i zaczęli kamienować. A on, tuż przed męczeńską śmiercią, zdążył się jeszcze pomodlić za swoich oprawców – „Panie, nie licz im tego grzechu”. 

Historia niezwykłego życia księdza Jana Ziei, duchownego, działacza społecznego, tłumacza, publicysty i pisarza religijnego, skupia w sobie wszystko, co najważniejsze w polskiej historii XX wieku. Ksiądz Zieja był naocznym świadkiem - wojny roku 1920, kampanii wrześniowej 1939, Powstania Warszawskiego, początków Komitetu Obrony Robotników (KOR) – co więcej świadkiem mającym na te wydarzenia wpływ. Był kapelanem wojskowym podczas wojny polsko-rosyjskiej, a także kapelanem Szarych Szeregów i Armii Krajowej w czasie II wojny światowej. W tej posłudze nie ulegał fasadowemu patriotyzmowi. W kazaniach głosił, że nie można zabijać nikogo, nawet wrogów, czyli Niemców. Bo to zbrodnia. Chciano go rozstrzelać za dezercję i defetyzm. Gdy w latach 20-tych XX wieku pochował samobójczynię na katolickim cmentarzu wylądował przed sądem biskupim. W roku 1926 wyruszył na pielgrzymkę do Rzymu bez paszportu, ignorując istnienie granic państwowych. W roku 1946 włączył do swojej rady parafialnej kobietę, co było wówczas zabronione, i ponownie otrzymał naganę od biskupa.

Zieja często stawiał na szali swoje życie, wolność, nierzadko ryzykował wszystkim w imię wyznawanych wartości moralnych, etycznych i religijnych. Jego idealistyczne, najprostsze i bezpośrednie pojmowanie dobra, miłości, wyrozumiałości dla ludzkich wad oraz niezwykły kręgosłup moralny powodowały, że często szedł pod prąd nie tylko bieżącej sytuacji politycznej, ale i kościelnych reguł. Bezkompromisowy, wierny swoim zasadom wyszedł bez szwanku z niezliczonych zagrożeń, nigdy nie wyrzekając się swoich przekonań.

„Zieja” w kinach od 13 marca 2020 r. Teraz jeszcze trzeba sięgnąć po „Życie Ewangelią” – wywiad-rzekę z ks. Janem Zieją, spisany przez Jacka Moskwę, zawierający szereg świadectw o kapłanie.