Pamięć to bardzo ważna składowa życia duchowego. Bez pamięci o tym, co wydarzyło się w naszym życiu, o różnych faktach, tracimy jakikolwiek punkt odniesienia do tego co jest dziś. Uświadomiła mi to kiedyś lektura Ewangelii, w której Jezus odbywa bardzo intrygującą rozmowę z uczniami. Odbywa się ona niedługo po cudzie rozmnożenia chlebów. Uczniowie z Jezusem wsiadają do łodzi i zaczynają dialogować, rozważać, roztrząsać zaskakujący temat – brak chleba na łodzi.

W tym momencie, tak to sobie wyobrażam, Jezus nie wytrzymuje: „Czemu rozprawiacie o tym, że nie macie chlebów? Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie, tak otępiałe są wasze umysły? Mając oczy, nie widzicie; mając uszy, nie słyszycie? Nie pamiętacie, ile zebraliście koszów pełnych ułomków, kiedy połamałem pięć chlebów dla pięciu tysięcy?”

Dobrze wiedzą. Dwanaście.

A kiedy połamałem siedem chlebów dla czterech tysięcy, ile zebraliście koszów pełnych ułomków?

Siedem.

Jeszcze nie rozumiecie? – zdziwiony Jezus odpowiada pytaniem…

Polskie przekłady słowa Jezusa o „otępiałym umyśle” oddają również jako zatwardziałe, odrętwiałe, lub kamienne. W każdym razie chodzi o jedno – takie serce nie jest w stanie pamiętać ani tym bardziej przetwarzać, tego co się dokonało, choćby w niedalekiej przeszłości. Jest to serce bez pamięci, serce chore na sklerozę.

Jeśli nie dbamy o pamięć zdarzeń, nie przetwarzamy ich, będziemy ślepi i głusi, jak uczniowie Jezusa, którzy będąc dwukrotnie świadkami cudu rozmnożenia chleba, robią problem z jego braku w danym momencie. Skleroza serca sprawia również, że przestajemy być wdzięczni. Nie tylko Panu Bogu. W ogóle.

Trzeba ćwiczyć serce, żeby nie skamieniało. Dlatego proponuję ćwiczenie: usiądź dziś wieczorem i znajdź dziesięć rzeczy, za które jesteś wdzięczny.

Powodzenia!