Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: "Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony".

 

Jezus ukazuje dwie postawy osób modlących się w świątyni. Faryzeusz przyszedł pochwalić się swoim nienagannym przestrzeganiem prawa. Swoją „sprawiedliwość” podkreśla jeszcze bardziej, porównując się z celnikiem. Ale to nie faryzeusz, lecz celnik może odejść z darem Bożego przebaczenia. Wystarczyły te proste słowa: „Miej litość dla mnie”. Nic więcej.

Świadomość własnych niedoskonałości i grzechów, brak usprawiedliwień, porównań, szukania okoliczności łagodzących…. To ja jestem grzesznikiem, może inni też, ale nie do mnie należy osąd… To istotny warunek odzyskania przez nas pokoju serca – dostrzec własne słabości i grzechy (nie innych) i szczerze prosić o ich odpuszczenie… Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu…