Św. Krzysztof jest patronem kierowców. Stowarzyszenie MIVA Polska zachęca do przekazania w duchu wdzięczności jednego grosza za każdy szczęśliwie przejechany kilometr na fundusz wsparcia środków transportu dla misjonarzy.

Mimo że wspomnienie św. Krzysztofa Kościół obchodzi 25 lipca, to myśl o nim ciągle nie przestaje chodzić mi po głowie. A to głównie za sprawą misjonarzy, ale o tym za chwilę.

Św. Krzysztof „przypomniał” o sobie na kilka możliwych sposobów. Po pierwsze, leśny kościółek, który leży niedaleko mojego mieszkania, do którego czasami zachodzę na modlitwę, jest dedykowany Czternastu Wspomożycielom, a jednym z Czternastu – o czym nie wiedziałem – jest właśnie św. Krzysztof. Po drugie, od niedawna na powrót jestem kierowcą, a to właśnie wszyscy podróżujący tradycyjnie wzywają wstawiennictwa św. Krzysztofa.

Z tym patronowaniem kierowcom to ciekawa sprawa, bo święty z pierwszych wieków (św. Krzysztof zginął śmiercią męczeńską ok. roku 250) niewiele miał wspólnego z samochodami… Właściwie to o historycznej postaci wiemy bardzo mało. Najprawdopodobniej pochodził z Azji Mniejszej i zginął za wiarę w czasie prześladowań za panowania cesarza Decjusza. Pierwsze wzmianki o kulcie św. Krzysztofa pochodzą z V wieku. Przypuszczalnie z powodu braku sprawdzonych wiadomości na jego temat powstały w średniowieczu legendy sławiące jego życie. Najpopularniejszej zawdzięcza Krzysztof liczne wizerunki, na których przedstawiany jest jako przenoszący przez rzekę Dzieciątko Jezus. To od tego faktu właśnie wywodzi się imię Krzysztof, bo greckie Chistoforos znaczy „niosący Chrystusa”.

Ale zanim Krzysztof otrzymał taki przydomek, miał być nazywany Reprobusem, co z kolei z greckiego znaczy „odrażający”, bo jego twarz bardziej niż ludzką przypominała zwierzęcą. Ponieważ Reprobus był mężczyzną potężnie zbudowanym, wysokim i o wielkiej sile, postanowił służyć najpotężniejszemu panu na ziemi. Zaczął od służby u władcy swojej krainy, ale kiedy zorientował się, że ów król boi się szatana, to wstąpił na służbę do niego. Okazało się jednak, że szatan czuje respekt przed imieniem Jezus, więc Reprobus postanowił Go poznać. W ten sposób został chrześcijaninem, a w ramach pokuty za służbę szatanowi udał się nad Jordan i służył ludziom pielgrzymującym do Ziemi Świętej, przenosząc ich na swoich ramionach z jednego brzegu na drugi. Pewnego razu takim pielgrzymem, którego wziął na ramiona, było małe dziecko. Ale jego ciężar był tak przytłaczający, że Reprobus zaczął się zapadać w dnie rzeki. Zdziwiony zapytał dziecko, kim jest i usłyszał w odpowiedzi: „Jam jest Jezus, twój Zbawiciel. Dźwigając Mnie, dźwigasz cały świat”. W ten sposób Reprobus stał się Krzysztofem, czyli „niosącym Chrystusa”. Z tej legendy wziął się chyba też patronat św. Krzysztofa nad kierowcami – pomaga bezpiecznie dotrzeć do celu podróży.

Nigdzie nie wyczytałem, żeby Krzysztof był patronem misjonarzy, a przecież kogo bardziej niż ich można nazwać „niosącymi Chrystusa”. Jednak doskonale te fakty połączyła agenda Komisji Episkopatu Polski ds. Misji – MIVA. Mission Vehicle Association to stowarzyszenie, które pomaga misjonarzom w zdobywaniu i zakupie środków transportu. „Misjonarze polscy pracujący w ponad 90 krajach świata (przeważnie Trzeciego Świata) potrzebują naszej pomocy w zakupie różnych środków transportu: samochodów (terenowych), motocykli, rowerów, łodzi, silników do łodzi, traktorów, a nawet zwierząt pociągowych. Odpowiednie, sprawne i bezpieczne środki transportu są bardzo ważne w pracy misjonarzy, bo pomagają w docieraniu do odległych kościołów i kaplic i w prowadzeniu regularnej pracy duszpasterskiej w wielu oddalonych od siebie i trudno dostępnych miejscach; transporcie chorych i potrzebujących pomocy; niesieniu pomocy charytatywnej i medycznej; budowach kaplic, kościołów, przedszkoli i szkół; ratowaniu ludzi w czasie klęsk żywiołowych czy wojny” – wyjaśnia MIVA Polska na swoich stronach internetowych.

Co roku stowarzyszenie organizuje „Akcję św. Krzysztof”, w ramach której zbiera pieniądze na zakup środków transportu dla misjonarzy. Sama kwota z ubiegłego roku – prawie 2 mln 800 tys. zł – choć imponująca, może nie robi takiego wrażenie jak to, co za te pieniądze udało się kupić. A były to środki transportu dla misjonarzy w 34 krajach świata: 40 samochodów, 3 busy, 2 ambulanse, 2 traktory, 1 moto-taczka, 64 motocykle i motorowery, 516 rowerów, 3 łodzie, 2 quady, 3 skutery śnieżne, 5 wózków inwalidzkich, 3 konie i 3 wozy. Czy Państwa nie zachwyca, że dzięki Waszym pieniądzom jakiś misjonarz na drugim końcu świata dostał konia, którym może dojechać do naszych braci w wierze?

Dobrze wiemy, że w wypadkach drogowych ginie każdego roku więcej osób niż na wojnach. Jako kierowca chcę być wdzięczny za każdą szczęśliwie zakończoną podróż. MIVA Polska zachęca do przeznaczenia jednego grosza za każdy szczęśliwie przejechany kilometr. Może warto w ten sposób wyrazić wdzięczność i Bogu, i św. Krzysztofowi, a przy okazji przyczynić się do tego, że Chrystus będzie niesiony w najodleglejsze zakątki globu.