„Przede wszystkim jest prawnikiem, a potem kapłanem. A w jego życiu to się odwróciło – najpierw był kapłanem, a potem prawnikiem – mówi kard. Stanisław Dziwisz. – Ciekawe jest jego powołanie, bo on wcale nie myślał o byciu księdzem. Spotkał kleryka, który tak atrakcyjnie przedstawił mu życie w seminarium, że on od razu postanowił do niego wstąpić” – dodaje metropolita krakowski, który poznał ks. Bukowińskiego, gdy był sekretarzem arcybiskupa, a potem kardynała Karola Wojtyły. „Gdy ks. Bukowiński przyjeżdżał do Krakowa, zawsze przychodził do kard. Wojtyły, żeby się z nim spotkać, ponieważ „zawsze czuł się Polakiem, polskim kapłanem i kapłanem archidiecezji krakowskiej”.

10-letni okres studiów ks. Bukowiński tak podsumował: „To, co ja wyniosłem z Krakowa pomagało zawsze zachować godność osobistą i kapłańską”. Przez pięć lat po święceniach pracował jako katecheta w gimnazjum w Rabce i wikariusz w Suchej Beskidzkiej. Na własną prośbę wyjechał na Kresy Wschodnie i został proboszczem katedry w Łucku. W 1940 został aresztowany za pomoc zesłańcom i po roku cudownie uratowany.

„Tam zaczęła się jego gehenna, można powiedzieć: martyrologium. Pracował w katedrze, potem został osądzony i przebywał w łagrach i więzieniach. Stał się misjonarzem, stał się kapłanem, który niósł nie tylko dobre słowo, ale troskę o wszystkich wygnańców” – mówi kard. Dziwisz zwracając uwagę, że w beatyfikacji ks. Bukowińskiego Kościół zyskuje patrona wszystkich wygnańców, więźniów, Sybiraków. „On nosi to wszystko w swoim życiorysie, w swoim sercu – tragedię narodu polskiego, ale także innych narodów zesłanych na Syberię czy do Kazachstanu” – podkreśla metropolita krakowski.

W 1945 ks. Bukowiński roku został aresztowany przez sowieckie władze i oskarżony o zdradę na rzecz Watykanu, za nielegalną działalność duszpasterską skazany zaocznie na 10 lat karnych obozów pracy. Po wyczerpującej, kilkunastogodzinnej pracy odwiedzał chorych w więziennym szpitalu, umacniał współwięźniów w wierze i nadziei, udzielał sakramentów, prowadził rekolekcje w różnych językach. W 1954 roku został zwolniony z obozu. Zesłany do Karagandy w Kazachstanie natychmiast podjął tajne duszpasterstwo wśród Polaków i Niemców. Był pierwszym księdzem katolickim, który przybył do Karagandy.

W czerwcu 1955 roku ks. Bukowiński odrzucił propozycję powrotu do Polski i zdecydował się zostać obywatelem ZSRR, by móc pozostać na stałe w Kazachstanie. „Pamiętam, gdy ostatni raz był w Krakowie. Był schorowany, trochę się podleczył. Kard. Wojtyła mówił do niego, żeby został: masz swoje lata, jesteś chory, słaby. On wtedy powiedział: tam mnie potrzebują, tam czekają na kapłana, tam potrzebne są sakramenty święte, Msza Św., posługa ludziom umierającym. I mimo słabego zdrowia wrócił, żeby służyć do końca” – wspomina były papieski sekretarz. Ta decyzja ks. Władysława zaważyła na całym jego dalszym życiu i posługiwaniu. Choć jego wybór został okupiony cierpieniem i ponownym uwięzieniem, jednak zaowocował przyjaźnią z najuboższymi zesłańcami, którym ks. Bukowiński pozostał wierny do końca życia.

„Dobrze, że w Roku Miłosierdzia będzie beatyfikowany wielki kapłan, wielki Polak, patriota, misjonarz i patron uciemiężonych” – mówi kard. Dziwisz, podkreślając, że święci są przede wszystkim świadkami Jezusa Chrystusa. „On rzeczywiście w życiu swoim naśladował służbę człowiekowi i równocześnie krzyż – można powiedzieć, że to człowiek - męczennik. Ks. Bukowiński to męczennik za wiarę, prawdziwy męczennik komunizmu. Przesiedział tyle lat w łagrach i więzieniach i pokazał kim jest – że jest wielkim świadkiem Jezusa Chrystusa, wielkim kapłanem i misjonarzem miłosierdzia” – podkreśla metropolita krakowski.

Ks. Bukowiński spędził w więzieniach i obozach pracy ponad 13 lat. Prowadził wyprawy misyjne w okolice Ałma - Aty do polskich przesiedleńców, gdzie od 20 lat nie było kapłana. Polem działalności był nie tylko Kazachstan, ale i sąsiednie republiki radzieckie.

Kard. Dziwisz zaznacza, że do zapoznania się z postacią i osobowością ks. Bukowińskiego przyczynił się kard. Karol Wojtyła, który kazał mu robić zapiski. Notatki ks. Władysława za pośrednictwem kard. Wojtyły dotarły do Paryża. To tam wydał je Piotr Jegliński jako „Wspomnienia z Kazachstanu”.

Po śmierci ks. Władysława Bukowińskiego kard. Karol Wojtyła powiedział: „Cieszmy się, że Opatrzność tak wielki dar misyjny złożyła w sercu polskiego kapłana”. Proces kanonizacyjny formalnie rozpoczął się dziesięć lat temu, ale jak mówi jego postulator ks. Jan Nowak, to poniekąd rozpoczął się wcześniej; zainicjował go papież Jan Paweł II. W czasie pobytu w Kazachstanie w 2001 roku do zgromadzonych rzesz w Astanie powiedział: „miałem szczęście znać go osobiście i podziwiać jego głęboką wiarę, mądre słowo, niezachwianą ufność w potęgę Bożą. Jemu i zesłańcom pragnę w imieniu całego Kościoła złożyć hołd”.

Ks. Bukowiński zmarł z różańcem w ręku w Karagandzie 3 grudnia 1974 roku. 

Kard. Dziwisz mówi, że tym, co uderzało go w ks. Bukowińskim, było to, że nie miał nienawiści w sercu. „On kierował się zawsze przebaczeniem, miłością i służbą do każdego człowieka”. Boża Opatrzność beatyfikację ks. Bukowińskiego związała z dniem 11 września, który od 15 lat jest symbolem terroryzmu. Kościół ogłosił ks. Władysława błogosławionym właśnie 11 września w tym szczególnym Roku Miłosierdzia jako patrona przebaczenia.

Ks. Jan Nowak, który jako postulator procesu beatyfikacyjnego na wskroś poznał życie i osobowość ks. Władysława Bukowińskiego, mówi, że nowy błogosławiony na pewno oręduje w szczególny sposób za rodzinami, które starają się być Bogiem silne; może być także patronem zesłańców, emigrantów, więźniów, prześladowanych za wiarę i pochodzenie, misjonarzy, kapłanów, prawników, pedagogów, studentów a nawet górników. 

Błogosławiony ks. Władysławie – módl się za nami!