Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. Był to dzień Przygotowania i szabat się rozjaśniał. Były przy tym niewiasty, które z Nim przyszły z Galilei. Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa. Po powrocie przygotowały wonności i olejki; lecz zgodnie z przykazaniem zachowały spoczynek szabatu.

 

 Trzy lata temu wyjechałem na Woodstock, by móc ewangelizować tłumy... Pierwsze podchody wiązały się z uczestnictwem w barwnych korowodach, które w zjawiskowy sposób ogłaszały, że "Jezusek" już jest i czeka... W prawdziwe zdumienie wprowadziło mnie jednak coś zupełnie innego! Otóż do różnokolorowego, ewangelizacyjnego marszu, co rusz dołączali inni, zupełnie inni... Nie przeszkadzała im inność!

W wymieszanym tłumie rozpoznawałem znane mi skądinąd, funkcjonujące w Polsce sekty, widziałem trzymających się za ręce mężczyzn i kobiety, słyszałem wypowiadane na głos ateistyczne deklaracje... W końcu podszedł do mnie czarno ubrany mężczyzna, klęknął i poprosił o spojrzenie w prawą stronę. Tam czekał już fotograf... Na pytanie, co to wszystko znaczy, usłyszałem: Właśnie się ksiądz spotkał z największym w Polsce satanistą. Dziękuję za zdjęcie. Będziemy mieli z niego dobry użytek. Może i dobry, chyba jednak nie dla niego... Nawet nie pomyślał, że klęcząc przed sługą Chrystusa, we właściwy sposób ułożył puzzle historii zbawienia, zwycięstwa dobra nad złem, światła nad ciemnością..., ale do rzeczy.

Jerozolimski tłum, woodstockowy tłum. Okazuje się, że filozoficzne spojrzenie na życie starożytnego Koheleta nieustannie się aktualizuje. Tak, jak i kiedyś, tak i dziś, nie trudno o wykreowanie nieodpowiedzialnej masy, która za palmową zasłoną skrywa obnażony miecz... Niesłychana ambiwalencja postaw i zachowań! Nie brakuje ich jednak i na naszych podwórkach... Ten sam, zdolny do przyjęcia eucharystycznego Chleba język, po wyjściu z niedzielnego chlebaka zabija, niczym zawodowy morderca. Te same, zdolne do ofiary i poświęcenia ręce, w pierwszym zarzewiu konfliktu nokautują do nieprzytomności. Nawet te same, ubóstwiane przez piłkarskich fanatyków nogi ich idola, które potrafią zdobyć bramkę kolejki, sezonu, a może i dekady..., potrafią także w brutalny sposób, złamać przeciwnikowi kości i doprowadzić do kalectwa.

Kim zatem jesteś? To pytanie o tożsamość..., bo tożsamość wyznacza drogę. Jeśli wiem, kim jestem, wiem, gdzie idę.

Dwadzieścia lat temu, jako ośmioletnie dziecko, w nowotarskim kinie oglądałem premierę disneyowskiej produkcji Król Lew. Wtedy nie widziałem tego, co zobaczyłem w tym roku, gdy ową animę oglądałem po raz drugi. Otóż główny bohater - lew Simba, miotany wyrzutami sumienia i brakiem właściwego zrozumienia faktu bycia królem, ucieka przed królewską godnością, zostawiając wszystkie zwierzęta pod władzą nieudolnego wuja Skazy. Wtem jednak, u jego boku pojawia się pawian Rafiki - przyjaciel, który odkrywa przed Simbą prawdę o nim samym. Zabiera go nad jezioro, w którego tafli widzi odbicie, mówiącego doń ojca: nie zapomnij, kim naprawdę jesteś..., jesteś moim synem i prawowitym królem, pamiętaj, kim jesteś! Mimo to odpowiada: jestem inny niż ty! Mocą ojcowskiego autorytetu pada ostatnie zdanie: Nie jesteś inny! Pamiętaj, kim jesteś! Jesteś moim synem!

O tę inność wobec świata, a nie wobec Ojca, walczył Jezus w Getsemani, gdy za pośrednictwem anioła, umacniany był przez Boga. Chrześcijanie dziedziczą tę inność, która nie jest, ani ich zasługą, ani też ich chwałą...

Rozentuzjazmowany tłum, który do końca nie poznał swojej tożsamości, dobrze się bawi, ugodzi wtedy, gdy się rozproszy, gdy zostaną jednostki, gdy nastąpi moment decyzji.

A może będzie inaczej? Może usłyszy ogrodowe słowa: On żyje w tobie! Spójrz w siebie! Pamiętaj, kim jesteś! Jesteś moim synem!