Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

 

Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.

Ile jest w mojej postawie faryzeusza, a ile celnika? Ile porównywania się z innymi, zamiast spojrzenia w swoje wnętrze?

Człowiek sam często nie wie, co się kryje w jego sercu – nie umie odróżnić dobra od zła, pokory od pychy, ufności od zadufania w sobie.

Uczmy się dzisiaj postawy, która pozwala stanąć w prawdzie o sobie przed Bogiem i zawołać: Boże, miej litość nade mną! Prośmy o łaskę spojrzenia na siebie i swoje serce oczyma Boga, a On nas wywyższy. 

Niech nasze spotkania z innymi będą dziś pełne wdzięczności, nie oceniania.