W innej scenie Synoptycy widzą Jezusa nad Jeziorem Genezaret, który powołuje Zebedeuszowych synów: Jakuba i Jana - bo chce uczynić ich rybakami ludzi. To tyle u synoptyków...

U Jana - inna data, inne miejsce... Chciałbym, abyśmy poszli nad Jordan, bo tam jest inaczej. Wpierw niesłychana rzecz: Jan Chrzciciel nie tylko dzieli się z Jezusem swoimi uczniami , ale wprost Mu ich oddaje! A oni idą!

A gdy idą, to już zostają! To dopiero musiała być historia, której oni chcieli słuchać przez pół, a może i całą noc. Czytamy przecież, że tego dnia, tej nocy, zostali u Niego. Myślę sobie, że musieli poczuć się jak dzieci, do których przyjechał tatuś, wracający z dalekiej podróży! Usiedli Mu na kolanach i słuchali każdego słowa Jego opowieści. Kiedyś od mamy słyszeli o odległym kraju, do którego wyjechał w poszukiwaniu chleba, ale teraz On tu jest i mówi,  jak jest naprawdę...

Bo żadne opowieści, ani nawet jakiekolwiek pamiątki z wakacji, nie przenoszą nas bardziej w te konkretne miejsca, aniżeli czyni to osoba, która tam była i jest świadkiem konkretnych wydarzeń i przeżyć. Oni wiele się już nasłuchali, byli przecież Żydami..., ale czegoś takiego w życiu nie słyszeli, bo On przemawiał, jak Ten, który ma moc, a nie jak ich Uczeni w Piśmie.

O czym konkretnie mógł z nimi mówić? Hmm, czy zaraz wypłynął z nimi na szerokie wody i mówił, że On i Ojciec to jedno? Nie wiem, ale mogę domyślać się, że to nie były bajki, bo z tego, co pamiętam, dobranocka kończy się ok. 19.30..., a oni zostali u Niego całą noc!

Wygląda zatem, że jednak mówił im o Ojcu, o prorokach, którzy kilkaset lat wcześniej widzieli Go przychodzącego na obłokach niebieskich. Mówił im o modlitwie, której nie znali, bo nie poznali prawdy o Ojcu. Mówił im o kobietach, o ich godności... W końcu krótko powiedział, po co przyszedł i czego od nich chce...! Powiedział, że są Mu potrzebni..., tacy, jacy są. Gdy zapytali Go, do czego Mu się przydadzą, odpowiedział: do tego, aby ten świat, stał się takim, jak ten, z którego wrócił i o którym im już tyle powiedział!

I wtedy oni zrozumieli, że powołanie nie zależy od pochodzenia, bogactwa, że ono się dzieje na ich oczach, tu i teraz... On ich powołuje, On ich tworzy, On ich kreuje, tej nocy ich powołuje, i oni rodzą się o brzasku nowego dnia jako Apostołowie tylko dlatego, że się w Niego zasłuchali!

Prości ludzie z Galilei po tej nocy odłożyli sieci, zostawili pługi. Gdyby nie ta noc, gdyby nie to zasłuchanie, umarliby, jako nikomu nieznani rybacy. Może zaoraliby kilka kawałków ziemi, ale nigdy nie zaoraliby świata, nie wyłowiliby tylu tysięcy i milionów ludzkich istnień, jak to uczynili kiedyś, a i dzisiaj czynią to posłani przez nich kolejni Apostołowie.

Chcieli bilet podróży i go dostali.. Chcieli łowić i łowili... A to wszystko z tęsknotą za tą jedną nocą, w której Jezus odkrył przed nimi karty..., by mogli zafascynować się czymś jeszcze niepoznawalnym, niezrozumiałym, czymś, co ich tak mocno inspirowało, że pomimo wątpliwości wiary w Jezusa, które z biegiem czasu narastały, nie zatrzymali się na ukrzyżowaniu, lecz przechodząc przez ukrzyżowanie, doszli do zmartwychwstania.

I to było i jest dla wielu powołanych zwieńczeniem tego wieczoru i tej nocy. Zatem, ten nocny, wyczekujący świtu czas,  jest czasem owocnej samotności...

Bez niego nie będzie dobrego głosu, bez niego nie będzie dobrego słuchu, a w konsekwencji nie będzie Dobrego Pasterza i nie będzie posłusznej owcy...

Wszystkim powołanym życzę prawdziwej DOBREJ NOCY!