EWANGELIA Łk 18, 1-8 Wytrwałość w modlitwie

Jezus odpowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: «W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. 

W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem”. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie”». I Pan dodał: «Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? 

Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?»

    Jeśli nie drzwiami, to oknem... Mniej więcej tak musiała brzmieć życiowa dewiza udręczonej ludzką niesprawiedliwością kobiety. Potrzeba chwili wzięła górę nad rozsądkiem, choć i tego w tej sytuacji nie brakowało. Wiedziała bowiem, że sama sobie nie poradzi, gdyż ciężar, który niesie, przekracza jej fizyczne i psychiczne zdolności. Cóż zatem... Skoro sama nie mogę, podzielę się z kimś innym... A życie jak to życie, płatając ludziom różne figle, sprawiło, że los padł na nieuczciwego sędziego! Z drugiej jednak strony, jak się później okazało, dla niej i dla niego był to czas łaski...

    Skończyło się dobrze..., bo w końcu wziął ją w obronę! I choć nie wiemy, co wydarzyło się dalej, to na tym etapie wydarzeń uboga wdowa dopięła swego! A czy (...) Syn Człowieczy znajdzie wiarę (...), gdy przyjdzie, aby spiąć zbawczą klamrą ludzi, czasowo pozostających pod obłokiem nieba?

    Tego nie wiem, choć przebijająca z tych słów melancholia sugeruje, że jeśli nie w ogóle, to przynajmniej w części owej klamry pozostanie wyrwa. Tematycznych faktów nie muszę szukać daleko, wystarczy, że rozpocznę rozmowę..., o modlitwie..., bo taka wiara, jaka modlitwa! Czyż nie wiary, a zatem i modlitwy, będzie szukał Jezus, gdy przyjdzie?

    Skoro zatem obie te rzeczywistości są tożsame, a przynajmniej w dużej mierze ze sobą połączone, to kto z pełną świadomością wypowiadanych słów wyzna, że w czasie paruzji modlitwa trwać będzie na jego wargach? A może, jak to częściej bywa, modlitwa będzie, ale odłożona na później?!

    Ciekaw jestem, choć odpowiedź jest prosta, co w swej sprawie wskórałaby owa udręczona cierpieniem wdowa, gdyby nie wytrwałość w błaganiu... Swoisty upór, którym, co prawda nie ujęła sędziego, ale sprawiła, że wziął się do roboty.

    To nie żarty, lecz lekcja ubogiej wdowy, a może raczej ubogiej modlitwy, tej zanoszonej w porannym niewyspaniu, spiekocie dnia, nieprzeniknionej ciemności... Zanoszonej wtedy, gdy na wszystkie okna zasunięto już "bezpieczne" rolety, zgaszono światło i położono się do łóżek... Zapalonej w twej izdebce nie jako ogrzewający cię płomień, lecz jako dowód wierności...

 

Fot.: sxc.hu